"SMAK JĘZYKA" Jo Kyung-ran i HARUKI MURAKAMI

Jak rozpoczęła się moja przygoda z japońskim pisarzem Haruki Murakami?


Chyba każdy z nas ma w swojej domowej bibliotece książkę, którą kupił i wie, że kiedyś przeczyta. Czeka na ten właściwy moment.
Osiem lat temu kupiłam "SMAK JĘZYKA" Jo Kyung-ran. Dlaczego? Już sama nie pamiętam. Może ktoś gdzieś polecał, a jako, że uwielbiam gotować zainspirował mnie temat kulinarny w tej książce. Przeczytałam dwa, może trzy rozdziały i odłożyłam książkę na później. To później trwało do zeszłego miesiąca. Przypadkowo siedząc w salonie i popijając kawę, mój wzrok zatrzymał się na tej pozycji i nie mógł się jej oprzeć. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego jej nie przeczytałam? Fakt, iż odłożyłam książkę na później tak mnie zaintrygował, że postanowiłam do niej wrócić i dojść do końca.
To historia pewnej zemsty napisana w bardzo subtelny sposób. Pozycja idealna dla miłośników gotowania, którzy lubią czytać i odczuwać jak ciarki przeszywają ich ciało, kiedy ktoś serwuje w potrawach cudowne, a jednocześnie niepokojące uczucia. Książkę smakujemy kęsami, które odsłaniają przepis na szokująco gorzki koniec.
Powiem tylko tyle; pożyczyłam książkę koleżance. Zapytałam co sądzi?
Odpowiedziała:
Kasia, książka na początku zapowiadała się na bardzo wciągającą.
Później?
Stwierdziłam, że jej nie przeczytam do końca. To zbyt wiele jak dla mnie.
Jednak ciekawość końca zwyciężyła. Powiem tak: Ty wiesz co czytasz!
Myślę, że to wystarczająca recenzja. Nie wiem czy jest dostępna w księgarniach. Na pewno można ją kupić z drugiej ręki.


Po przeczytaniu "Smaku Języka" przypomniałam sobie jak kiedyś ktoś zachwalał japońskiego pisarza Harukiego Murakami. Wiem, że japońskie, koreańskie historie nie są dla każdego. Bardzo się bałam, że Haruki może mnie przerosnąć. Że jego kunszt przekraczania granic między światem powieściowym, a realnym będzie dla mnie nie do przeskoczenia. Jednak...

Postanowiłam wrócić do starych notatek i sprawdzić od czego powinnam zacząć. Znalazłam w swoim notesie hasło: nie zaczynaj od "KRONIKI PTAKA NAKRĘCACZA". To podobno jego najlepsza książka i później ciężko każdą kolejną uznać za lepszą. Nie powiem Wam czy tak jest, bo na pierwsze spotkanie z Harukim kupiłam "ZNIKNIĘCIE SŁONIA".

Zanim książka do mnie dotarła zdążyłam przeczytać "TAM GDZIE WIATR KRZYCZY NAJGŁOŚNIEJ" Roberta Peroni.
Życie wśród ludzi lodu. Przeprowadzka na Grenladię i poznawanie Inuitów zmienia patrzenie na tę część świata. Jeżeli lubicie książki o podróżach i odkrywaniu tego co nieodkryte powinno się Wam podobać.



"ZNIKNIĘCIE SŁONIA" Harukiego Murakami szło dosyć długo... Dlatego ogarnęłam jeszcze "SZALEŃSTWA GAFY I TRAFY"-Marek Greenside. Przyznam, że perypetie tego Amerykanina we Francji, kilka razy rozbawiły mnie do łez. Teraz moje zwyczajne wyjście do sklepu nie jest już takie samo. Jego przygody stały się również moimi przygodami. Wcześniej niektóre zdarzenia byłyby frustrujące, dzisiaj powodują uśmiech na twarzy. Bardzo polecam! Tylko uwaga! Mogą uznać, że coś z Wami nie tak. Możecie również nabawić się zmarszczek mimicznych. Książka powoduje ciągły uśmiech na twarzy :).

I tak pod koniec lipca dobrnęłam do Murakamiego. "ZNIKNIĘCIE SŁONIA" to zbiór opowiadań, które wzbudzają w nas moc wrażeń i uczuć. Czy byliście kiedyś tak głodni, aby w nocy dokonać napadu na McDonalda? Hmm...
Książka jest... jakby to powiedzieć? Wyjątkowa. Znalazłam w niej trzy wyjątkowe opowiadania, które bardzo utknęły mi w pamięci.
1. O tym jak w pewien kwietniowy poranek spotkałem stuprocentowo idealną dziewczynę.
2. Sen.
3. Milczenie.
Ja już wiem, że na tej pozycji nie skończyła się moja przygoda i Harukim. Ten pisarz zagościł w mojej biblioteczce na zawsze. Właśnie czekam na "NORWEGIAN WOOD" czytając "SŁODKĄ MORSKĄ BRYZĘ" Barbary Delinsky.




Od razu odpowiadam na pytanie: kiedy znajdujesz czas na czytanie?
Przepis jest prosty!
Wystarczy wyłączyć telewizor i telefon po godzinie 20stej, włączyć nocną lampkę i do boju.
To moje propozycje dla was na koniec wakacji. Ja właśnie zaczynam się pakować. Mój długo oczekiwany urlop rozpoczyna się w sobotę. Moja malowana ręcznie torba xxl prócz ręcznika plażowego pomieści spokojnie "NORWEGIAN WOOD" i "SŁODKĄ MORSKĄ BRYZĘ", która zapowiada się bardzo ciekawie. Torba przejdzie testy wytrzymałościowe tak, aby od września mogła służyć tym, którzy chcieliby ją zamówić. Książka, torba z dobrym jedzeniem, strój kąpielowy i słońce. Tego mi właśnie teraz potrzeba...

Relacja z wakacji zapewne po powrocie. Czyli? Do zobaczenia we wrześniu!

P.S. Możecie zaglądać na moje konto instagramowe klik.

3 majcie się!

Kasia.




Czytaj dalej

FARBY ANNIE SLOAN, BECKERS. Jaką farbą odnowić meble? Podwieczorek czyli awaryjne ciasto ze śliwkami.


Napisałam już kilka postów o farbach, którymi odnawiam meble.
Pierwszy post to porównanie farb klik.
Wiem, że farb jest wiele. Testowałam farby kredowe Annie Sloan oraz te do drewna i metalu.
Moja opinia jest subiektywna. Posty nie są sponsorowane.
W postcie, gdzie oceniam farby znajdziecie informację dlaczego właśnie Beckers jest dla mnie farbą idealna.
Odnowiłam stół kuchenny z krzesłami klik.
Starą szafę w pokoju moich dziewczyn klik.
Aktualnie już nie mam czego odnawiać, wszystko się dobrze trzyma.
Stół w kuchni użytkujemy codziennie. Nie zamierzam go zmieniać, ponieważ spełnia swoją funkcję w 100%. Póki co beckers daje radę.
Skoro nie muszę niczego odnawiać dlaczego taki wpis? Beckers jest idealny, aby nadać przedmiotom, meblom codziennego użytku wyjątkowy charakter.


W zeszłym tygodniu w PEPCO pojawił się w sprzedaży stolik kawowy z koszem (59zł). Kupiłam go. Blat stołu średniej jakości wydawał się bardzo tandetny. Miałam wrażenie, że w krótkim czasie ulegnie zniszczeniu. Poza tym, nie pasował kolorem do innych mebli. Postanowiłam przy okazji zabezpieczenia, nadać mu indywidualny charakter.
W pierwszej kolejności, dwukrotnie pomalowałam blat farbą Beckers Universal (do drewna i metalu). Mogłam na tym zaprzestać, wtedy blat byłby biały. Chciałam również dodać kilka geometrycznych wzorów innym kolorem beckersa jednak... Ostatecznie postanowiłam namalować na blacie kolorowego łapacza snów. Użyłam do tego farb akrylowych do malowania obrazów. Całość dwukrotnie pomalowałam matowym lakierem do drewna. I tak oto wygląda mój stolik kawowy z PEPCO.



Beckers Uniwersal jest moją ulubioną farbą do przywracania życia starym przedmiotom, a dodatkowo sprawdza się w świecie handmade. Jest bezpieczny dla nas i dla środowiska. Mało tego, posiada bogatą kartę kolorów. Nie musicie malować wszystkiego na biało.
Myślę, że w pszyszłości pojawią się u mnie akcenty kolorem AQUA.

Jest stolik kawowy, a zatem do kawy zapraszam na ciasto.


AWARYJNE CIASTO ZE ŚLIWKAMI

Dlaczego awaryjne? Ponieważ zrobicie go w 10minut. Czas pieczenia to 35minut. Bez glutenu, a zamiast cukru banan i jedna łyżka ksylitolu. Niezapowiedziani goście? Nie ma sprawy w 45 minut dacie radę.

PRZEPIS:

4 jaja
3/4 szklanki mąk (pół na pół jaglana z ryżową)
1,5 łyżeczki bezglutenowego proszku do pieczenia
1 banan
szczypta soli
10 śliwek

Kruszonka:

1 łyżka ksylitolu
1 łyżka mąki kokosowej - przepis klik
3 łyżki kokosu
łyżeczka masła

(Używam malaksera klik część z nożem do szatkowania. Spokojnie ubija białka.)

Ubijcie na sztywno 4 białka ze szczyptą soli. Dodajcie pokrojonego banana i żółtka. Później mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Masę przełóżcie do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Moja ma 25cm/25cm. Na wierzch poukładajcie połówki śliwek bez pestek i do piekarnika. 25 minut w 180 stopniach.
W tym czasie przygotujcie posypkę. Ksylitol, mąka kokosowa, kokos i masło zmieszajcie na grudki i włóżcie do lodówki. Po 25 minutach pieczenia wyłóżcie kruszonkę na ciasto i pieczcie jeszcze 10 minut.


Gotowe!
Smacznego :)

Ciasto, kawa, farba i do dzieła!

3 majcie się!
Kasia.



P.S. Książka na lato. Tarta ze śliwkami i białą chmurką. klik



Czytaj dalej