Wątróbka-bleeeeeeeeeeeeee!



Wątróbka-bleeeeeeeeeeeeee!


Od przedszkolnych lat na myśl o wątróbce miałam pewien odruch, który wszyscy znacie. Chociaż mój mąż jak się poznaliśmy twierdził, że nie wie co to ;D Po kilku winach u mojego wujka już wiedział, hehe...
Jednak nie o tym mam zamiar dziś pisać.
Nieważne jaka, zawsze śmierdząca i ta taka rozwalająca się konsystencja. Bleeeeeeeeeeeeeeeeeeeee! Wiem, że o jedzeniu źle się nie mówi, ale po prostu to była dla mnie trauma.
Kiedyś nawet spróbowałam ją zrobić wg. przepisu z książki kucharskiej, ale niestety musiał ja zjeść mój mąż. Nie dałam rady. On twierdził, że nie jest zła, ale moje zdanie było inne.
W ferie kiedy zostałam sama i nie musiałam ryzykować opinii domowników postanowiłam, że muszę poeksperymentować. Nadszedł czas na drugie wątróbkowe podejście :)
Znalazłam kilka wskazówek w internecie i okazało się, że mały trik zmienia wszystko. Przyznaję, że po przeczytaniu nie dawałam wielkich szans na powodzenie temu przepisowi.
Pierwszym krokiem było oczyszczenie wątróbki z najmniejszych błon i żyłek co też ma podobno duże znaczenie.
Drugim: wątróbkę na 2 godziny przed smażeniem należy moczyć w mleku. Można dłużej, ale nie krócej niż 2 godziny.
Pomyślałam tiaaaaa, już to widzę. 
Po namoczeniu przyszedł czas na obtaczenie w mące.Tak przygotowaną wątróbkę wrzuciłam na rozgrzaną patelnie z olejem rzepakowym i kawałkiem masła. Usmażyłam ją z jednej strony na złoto po
czym odwróciłam i dodałam cebulę i pieprz.
Po usmażeniu wątróbka z ziemniakami i ogórkiem kiszonym wylądowała na talerzu. Posoliłam tuż przed podaniem.
Kiedy wzięłam do ust pierwszy kawałek mój mózg wysyłał sygnał: jeszcze moment i będziesz pluła! Będzie śmierdziało i będzie niedobra. Hmmmm. Okazało się, że nic nie czuję. Kurcze to jakiś cud - nic nie śmierdzi! W dodatku nie smakuje jak wątróbka. Jest chrupiąca na zewnątrz soczysta w środku, a jej konsystencja jest idealna.
Niemożliwe! Muszę spróbować jeszcze kawałek, pewnie następny będzie gorszy. No i (nie)stety! Okazało się, że jest PYSZNA! Przyznaje, że się tego nie spodziewałam!
Byłam tak zniesmaczona tym co jadłam kiedyś, że przez cały czas doszukiwałam się śmierdzącego zapachu. Nic z tego. Następnego dnia zrobiłam sobie jeszcze raz:)
Polecam wam spróbować. Szczególnie jeżeli jej nie lubicie.
Kiedy rozmawiałam z koleżanką o tym przepisie powiedziała mi: znajdź sposób na flaki bo na samą myśl już mi niedobrze. Hmmm i się zaczęło :D Nienawidzę ich tak samo jak ona, ale korci
mnie żeby spróbować. Boję się, że nawet one mogą okazać się smaczne. 
Zdjęcie nienajlepsze, ale nie sądziłam, że coś z tego będzie.

Do przepisu użyłam:
250g wątróbki
1 cebulę
2 łyżki oleju
1 łyżkę masła
3 łyżki mąki pszennej (może być ziemniaczana) dzięki niej wątróbka jest chrupiąca
ziemniaki wg. uznania
ogórki kiszone wg uznania

Pysznie!

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!