Praca wreeee...

Od kilku dni mój szyciowy czas zajmuje mi praca nad strojami dla dzieci na przedstawienie artystyczne. Biedronki, słonie, wilki, pająk i żaba. Postanowiłam wam pokazać jak wygląda praca nad tymi mini dziełami.



Śnią mi się po nocach kropki, trąby słoni i żaby. 




Hmmm ciekawe dlaczego?
Stroje nie są jeszcze skończone. Na to będziecie musieli jeszcze trochę poczekać. Mam nadzieje, że to co dzisiaj zobaczycie będzie zachętą na odwiedzenie mnie ponownie.




Przyznam, że nie sądziłam, iż wykonanie stroju biedronki będzie tak czasochłonne.

Póki co zrobiłam 70 kropek 3D i 60 freestyle'em, którym jestem zauroczona od jakiegoś czasu. Co to takiego? Zdjęcia poniżej wszystko wyjaśnią.






Ja swoje próby rysowania igłą rozpoczęłam kilka dni temu. Nie jest to łatwe, a i forma jest charakterystyczna. Mnie osobiście bardzo się podoba, ponieważ każda aplikacja jest wyjątkowa i niepowtarzalna.
Na zagranicznych blogach spotkałam się z malowaniem portretów tym stylem. Bardzo cenię sobie kiedy moje rzeczy są chociażby odrobinę zmienione. Stają się dzięki temu bardzo wyjątkowe. Istotne w tej technice są ludzkie ręce, które prowadzą materiał tak, aby stworzyły jakiś obraz.
Moje aplikacje(bo nie mogę ich nazwać rysunkami ;) ) póki co są proste, ale myślę, że dojdę do wprawy i zobaczycie bardziej skomplikowane.
W związku z pogodą za oknem, chciałam założyć Oldze czapkę. Okazało się jednak, że nie jest to możliwe ponieważ wszystkie są za małe. Poradziliśmy sobie jakoś, ale tego samego dnia powstały czapuchy wiosenne. Aplikacje freestyle i nie ma osoby, która się nie uśmiechnie na widok Oli.




Za czapkami poszły baletki. Nasze kapcie mają ciężki żywot. Zwykle są zjadane przez Bajlę lub Stingera - nasze boksery. Dlatego powstał prototyp baletek. Już niedługo będzie ich dużo, dużo więcej.




Od kilku dni mieszka z nami Zuza (koteczka), która bardzo upodobała sobie moją pracownie. Śpi na moich kolanach i nie odstępuje na krok. Możecie dzisiaj pooglądać jak przewija się miedzy biedronkami.



 To tyle na dzisiaj. Wracam do pracy...

Czytaj dalej

Kupa wyzwań!

Kupa wyzwań!

Dzisiaj chciałam wam pokazać kilka inspiracji. Jako wariatka, która ma ponoć sporą wrażliwość na piękno postanowiłam, coś bardzo zwykłego zmienić w coś wyjątkowego - mojego. Jak to mówi mój mąż jestem szalona :D Żyje z moją wyimaginowaną nad wyraz wyobraźnią, która wyzwala we mnie odczucia nieznane innym. Brzmi jak jakiś hardcore, ale chyba właśnie tak jest. Odczuwanie bólu, którego nie ma. Hmmmm no cóż okazuje się, że coraz więcej ludzi w stresowych warunkach życia tak ma. Jesteśmy uciśnione ;) I wcale nie chodzi o trudne warunki bytowe. Żeby "nie myśleć" moja mini terapia vanillaforhome - Twórz kobieto!
Jakieś dwa miesiące temu kupiłam wiklinowe krzesła do kuchni. Niestety nie mogłam się powstrzymać. Musiałam je wybielić. Zobaczcie efekt:



Dla tych, którzy nie pamiętają jak bielić wiklinę zapraszam tutaj
Dzięki bieleniu, ozdabianiu, zmianie koloru, rzeczy stają się "nasze". Nie wiem jak wy, ale dla mnie ma to  ogromne znaczenie.


KUPA PRZYGÓD


Jeżeli komuś wydaje się, że napisanie posta to taka prosta sprawa to zapewniam, że tak nie jest. Dlaczego? No właśnie. Pisząc dla was ostatnio, moje mniejsze dziecko podchodziło z niewyraźną miną mówiąc : mama kupa. Od jakiegoś czasu boi się robić kupę. Kiedy zbliża się ten moment, chodzi i mówi o tym fakcie wszystkim dookoła. Dlatego zbytnio się nie przejęłam. Jednak kiedy przyszedł kolejny raz, przypomniałam sobie, że siedziała wcześniej na nocniku i chodzi bez pampersa. Wzięłam ją pod pachy i niosłam na nocnik. Kiedy ją podniosłam nastąpił wybuch… Strefa rażenie objęła pół mojego salonu, dywan, sofy i mnie samą! Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać. Musiałam jednak zachować powagę - ponieważ Julia(starsza) śmiała się do rozpuku, a Ola była przerażona. Na szczęście, tego dnia była piękna pogoda i szybko poradziłyśmy sobie ze sprzątaniem. Pisałam posta jakieś trzy godziny . Oto i mama z pięcioma etatami.

EKO- szmacianka.

Opowiem wam jeszcze historię ze sklepu, która spotkała mnie w zeszłym tygodniu.
Robiąc zakupy w znanym sklepie z kosmetykami pani w kasie mnie pyta: czy zapakować w "siateczkę"?
Odpowiadam: Nie dziękuję mam swoją. Wyciągam moją eko-szmaciankę, a w międzyczasie pani ostro pakuje w "siateczkę". Mówię, że - dziękuję bardzo, ale mam swoją. Na to Pani oburzona, że nie chcę wziąć od niej jednorazowej "siateczki" mówi: No, ale przecież może się rozlać i poplamić! Hmmm, przyznam, że zgłupiałam - kupowałam chusteczki nawilżające i szare mydło. Wyciągnęłam jednak moją szmaciankę, włożyłam rzeczy, zapłaciłam i odeszłam od kasy. Usłyszałam odchodząc komentarz Pani kasjerki do koleżanki: Widziałaś? Nie wzięła jednorazówki! 
Zatem uważajcie na Panie od siateczki! Nigdy nie wiadomo kiedy wydłubią nam oczy za eko torby. 
Eko szmacianki przypomnicie sobie tutaj i tutaj.


Wiem, że sporo vaniliowych podczytywaczy mieszka w centrum miasta. Dla was zdjęcia poniżej. Mam nadzieję, że chociaż trochę nacieszycie oko.





Jestem zaangażowana w kilka projektów, dlatego częstotliwość wpisów jest bardzo różna. Dziękuję wam bardzo, że mnie wspieracie i zaglądacie, każdego dnia. To buduje i mobilizuje do dalszego tworzenia. Zdarza się, że brakuje mi czasu na wpis raz w tygodniu, ale zapewniam, że mam w związku z tym olbrzymie wyrzuty sumienia. Nie będę obiecywać, że się to zmieni od razu, ale popracuję nad tym.


Pozdrawiam!



Czytaj dalej

Poduszkowce.


Obiecałam w ostatnim wpisie, że pojawi się nowe wyzwanie. Oto ono:

Poduszkowce.

Wyzwanie nr 1 od mamy Karoliny - poduszka z imieniem Olo, ale żeby nie było za prosto, dla młodego dżentelmena konieczne było wykonanie aplikacji z czołgiem. 
Oczekiwanie wygórowane, a technika wojskowa nie należy do moich mocnych stron...
Najtrudniejsze w tej całej zabawie to dobrać różne materiały, ale i to chyba tym razem się udało.
Wyzwanie nr 2 od babci Marysi - poducha z imieniem dla wnuczka o imieniu Radek i aplikacja "ajfon" - tutaj było łatwiej, design jabłkowych telefonów jest nienagannie klarowny. ;)
Zobaczcie jak wyszło:






Najbardziej w tworzeniu cenie sobie kreatywność jaką wykazujecie, kiedy mam coś dla was zrobić.
Nigdy nie wiem co mnie czeka, natomiast wy wierzycie, że sobie poradzę. Dziękuję wam za zaufanie i wsparcie. 




Poduszkowce są zrobione częściowo z dresu. Przytulańsko od rana do nocy. Wiem, że kilku stałych gości bloga już nie może się doczekać, żeby mieć takie u siebie. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam!


Kolejni chętni na poduszkowce? Piszcie: vanillaforhome@gmail.com

Czytaj dalej

Majówka

Długi weekend za nami. Oj szkoda bardzo ;( Nie pamiętam kiedy udało mi się tak poleniuchować i popracować zarazem. Wszyscy gdzieś wyjeżdżają, a ja w takie dni marze tylko o tym żeby nie ruszać się z domu.
Prace w ogrodzie i bycie z rodzina to chyba najlepszy relaks dla ciała i dla duszy.
Mogę godzinami wpatrywać się w pola i lasy, które mam za oknami. Kiedy pada deszcz moje ciało odmawia mi posłuszeństwa, zatem zasiadłam za maszynę i oderwałam się od złych myśli. Jak wyszło zobaczycie w najbliższych dniach. Dzisiaj jak na majówkę przystało będzie kwitnąco i smacznie.


Pod koniec kwietnia zakwitają szafirki. To moje ulubione wiosenne kwiatki. Odkąd pamiętam Julia dodawała je do swoich piaskowych wypieków i obie zachwycałyśmy nimi oko. Prócz tego pięknie pachną, aż chciałoby się je zjeść. 


Jeżeli chodzi o jedzenie to wysiałam bazylię już w marcu tak, aby razem z pomidorkami koktajlowymi prosto z krzaczka trafiały do naszych ust. Nie wiem czy bazylia dotrwa bo jest tak piękna i pachnąca, że co chwilę trafia do jakiejś potrawy.
Bardzo doceniam świeże zioła. Lawenda po zimie już się zazieleniła, a szałwia woła by dodawać ja do mięsa. Szczypiorki i pietruszka jeszcze potrzebują dorosnąć, ale i na nich przyjdzie pora.


Maj dla mnie to miesiąc życia. Chyba dlatego, że urodziłam się w maju tak bardzo nakręca mnie do pozytywnego myślenia.


Po za szafirkami tulipany rządzą w tym miesiącu. Powiem wam w sekrecie, że u sąsiadki też rządzą ;) Popatrzcie poniżej ile ich jest. Dostałam garść w prezencie, natomiast przez szparę w płocie zrobiłam zdjęcie specjalnie dla was :)


Tulipanowe szaleństwo :)


Jeżeli chcielibyście pobujać w obłokach to zapraszam na huśtawkowe widoki :)


I na koniec coś wyjątkowo smacznego. Owocowe babeczki. Smakują tak dobrze jak wyglądają.
Przepis? A proszę bardzo:

Owocowe babeczki. 

Potrzebne składniki:
  • 3 jajka w temp. pokojowej, 150 g cukru trzcinowego, 125 g mąki bezglutenowej lub pszennej , 1/2 łyżeczki sody, 3 łyżki masła
  • 2 szklanki kiwi, truskawek, bananów pokrojonych w kostkę + kilka truskawek do ozdoby, 250 ml śmietany 30 %
  • 12 papierowych foremek lub forma do muffinek


Sposób przygotowania:

 Piekarnik nagrzej do temperatury 180 stopni C. Jajka ubij na gładką masę. Stopniowo dodaj cukier i masło. Mąkę wymieszaj z sodą i wsyp do ciasta. Masę połącz z owocami  i wymieszaj. Przełóż do foremek do ¾ wysokości. Piecz 35-40 minut. Ostudź.
Śmietanę ubij z odrobiną cukru. Gotowe babeczki ozdób śmietaną i truskawkami.


Życzę smacznego!!!


P.S. Na koniec chciałam wam powiedzieć  że zmagam się właśnie z niemałym wyzwaniem szyciowym, które zobaczycie w najbliższych dniach. Zapraszam już dzisiaj :)







Czytaj dalej