Jesienny spacer i pimpek.






Jesienny spacer i pimpek.

Ola właśnie zasypia (od jakiś dwóch godzin) zatem zabieram się za nowego posta. Zamiast o poście myślę o jedzeniu, ale póki co zadowalam się rozgrzewającą herbatą z malinami.


Wpadłam dzisiaj na pomysł, że wezmę moje dziecko na spacer do centrum naszej wsi (to jakieś 1,5 km). Po co? Hmmm. Po to żeby ją zmęczyć. Ma zbyt dużo energii. Zmęczyłam się ja, nie Olga ;)
Pogoda na spacer doskonała. Słońce świeciło nam przez cały czas, a w trakcie przyplątał się do nas jakiś mały pimpek.
Pimpek (tak go nazwałyśmy) szedł z nami całą drogą. Kiedy prawie stracił życie na E7 stwierdziłam, że na pewno go tam nie zostawię i muszę odprowadzić go do domu. Pamiętałam ogród, w którym zwykle biegał. Z dzieckiem i pimpkiem pod pachą dowlekłam się do naszej gminy z prośbą o jakiś sznurek, na którym mogłabym zapiać pieska. Dostałam kabel usb i okazuje się, że znalazłam dla niego nowy sposób użytkowania ;).
Udało się! Pimpek dotarł do domu. Zwiał przez rozerwaną siatkę w płocie.
Padnięta po spacerze, zasnęłam na siedząco z książką w rękach.


Na blogach jesień już pełną parą, a ja dopiero zaczynam.
Zaliczyłam już zupę dyniową, zamroziłam malinowe kostki, pozbierałam owoce głogu na nalewkę i orzechy włoskie.
A wy jak? Żyjecie już jesienią? Czy podobnie jak ja jeszcze nie wpuszczacie jej do domu?


Pozdrawiam.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!