Jesienna aura.

U mnie jesień w pełni, a co za tym idzie zamiast pisać posty, spędzam czas w ogrodzie i w lesie. Mam nadzieję, że po dzisiejszych zdjęciach zrozumiecie o co mi chodzi.


Ostatnio dużo gotuję, jesień to najlepszy czas na rozgrzewające i zwiększające odporność potrawy. Do łask powracają u mnie przyprawy korzenne, maliny, miód, imbir i goździki. 
Dynia, cukinia i pomidory królują, a wieczorem herbata z owocami i miodem utula nas do snu.


To idealny czas na kocyk i herbatkę na tarasie. 

Wyprawy na grzyby są naszymi częstymi zajęciami, chociaż nic nie znajdujemy uwielbiamy ten czas.
Spacery po lesie, po polach bardzo mnie relaksują, a kolorowy krajobraz zapiera dech w piersiach.
Nałapałam w ostatnim czasie wiele inspiracji. Myślę, że jak tylko pogoda się popsuję zobaczycie efekty jesiennej aury.

 

 






Na koniec mój nowy katalog IKEA. Wykorzystałam okazję i mam swój katalog na 2015, a na okładce kto? No właśnie:). Świetna inicjatywa! Polecam. Jak ktoś od 1-5 października będzie w Łodzi to może wykorzystać szansę. Informację znajdziecie tutaj klik.


Jesień zapowiem wam tak: będzie kuchennie, ogrodowo, salonowo i inspirująco. 

A teraz lecę bo rower na mnie czeka :). Trzeba korzystać ze słońca.

3 majcie się.
Kasia.


Czytaj dalej

Nowoczesny plakat i stary zegar.



Kącik jadalniany przechodził metamorfozę już niejeden raz. Ostatnio pokazywałam wam go tutaj klik.
Stół i krzesła wylądowały w ogrodzie, a obecne czekają na lifting. 
Zmiany w kuchni rozpoczęłam od zagospodarowania i aranżacji ściany. Wspominałam wam ostatnio o plakacie. Długo nie mogłam się zdecydować spośród dostępnych grafik, ale w końcu znalazłam to czego chciałam. 
Od samego początku w naszych dekoracjach kuchennych przewijał się motyw samochodowy, a co za tym idzie kuchnia ma męski charakter. 
Dobrze mi z tymi szarymi ścianami. Spędzam w kuchni całe dnie, a ten kolor mnie uspokaja.
Nasz parter jest bardzo słoneczny i nie wyobrażam sobie jasnych kolorów. Zwariowałabym!
Również ze względu na zwierzęta wybór padł na ciemne szarości.
Jedyny mankament to trudność wykonania dobrego zdjęcia.
Ciągle światło pada nie tak jak trzeba, ale trudno jest jak jest.
Góra jest za to cała biała, ale o tym w przyszłości.
Wracając do kuchennej ściany... Myślałam o plakacie i tyle, ale sytuacja uległa zmianie, kiedy przywieźliśmy stary zegar od szwagra. Zegar z XIXw, który jest rodzinną pamiątką mojego męża.
Sprawny i bimbający. Jego bicie ożywiło dom, ale to cudo zaburzyło mi cały koncept! Stwierdziłam jednak, że to może być ciekawe połączenie czegoś nowego ze starym. Plakat i zegar komponował się nieźle, ale brakowało jeszcze jednego szczegółu. Zaczęłam szukać półki na zdjęcia, albo na książki. 
Odwiedziłam wiele sklepów, ale okazało się, że to czego szukałam jest w IKEI.
Obok plakatu i zegara zawitała półka z czterema uchwytami na dekorację, a sama może posłużyć jako podstawa na zdjęcie w ramie.
Zobaczcie sami jak to wszystko razem wygląda.






Świecące kule to hand made vanillaforhome:). Zrobiłam swoje cotton balls. DIY już nie długo ponieważ są w fazie testu. Robiłam kilkoma technikami znalezionymi w sieci, ale mój przepis przedstawię wam innym razem. Wybiorę ten najlepszy.



To nie koniec dekorowania, a raczej początek.

Gdzie nabyć plakat znajdziecie w postcie o szafie klik.

To tyle na dzisiaj.

3 majcie się.
Kasia.
Czytaj dalej

Stara szafa w nowym wydaniu DIY.




Jakiś czas temu przyjechały do mnie meble po rodzicach mojego męża. Nie są to jakieś zabytki ani rarytasy, ale miały one ogromną wartość sentymentalną dla mojej teściowej.
Dlatego powiedziałam, że zanim je wyrzucimy spróbuję im dać nowe życie.
Jak już stanęły w moim domu pomyślałam, że to był błąd. Wróciły wspomnienia i czułam się obco we własnym domu.
Jednak uderzyłam się w policzki dwa razy i powtarzałam jak mantrę: odnawiaj, odnawiaj bo będzie dobrze!
Pierwsza metamorfoza wyszła chyba lepiej niż się spodziewałam, a zyskałam świetną bieliźniarkę. Dla przypomnienia zaglądnijcie tutaj klik.

Przyszła kolej na szafę, którą postawiłam w pokoju dziecięcym. Przyznam, że jak ją tam włożyliśmy to pokój wyglądał koszmarnie. Nie spałam przez tydzień.
Od początku wstępny projekt miałam w głowie, ale później zaczęły się podstawowe pytania.
Czy ją pomalować czy okleić? A może jednak dać spokój? Jakiej farby użyć?
Pytania, na które nie znałam odpowiedzi.
Postanowiłam pomalować i coś nakleić na tą Zombie-szafę.
Zobaczcie jak wyglądała:


Zaczęłam malować jak przypomniałam sobie, żeby zrobić Zombie-zdjęcie:).

Jako, że w pokoju dziewczyn panował chaos wydzieliłam dwie strefy. Dla dziesięciolatka i dla trzy latka. Dzisiaj będzie o tej pierwszej strefie czyli STREFA 10 .

Julia gra na skrzypcach i różnie bywa z tym graniem. Pomyślałam, że jak znajdę coś ze skrzypcami to mogłabym ją zmotywować. No, ale skąd wziąć naklejkę ze skrzypcami?
Chciałam namalować. Po chwili przypomniało mi się, że są sklepy internetowe z napisami na ścianę i naklejkami na lodówkę. Już dawno o takich myślałam.
Zaczęłam szukać i się udało! Znalazłam stare skrzypce w trzech różnych wydaniach.
Jak Julka je zobaczyła chciała okleić całą ścianę, ale bez przesady.
Doszłyśmy do kompromisu, że naklejka ze skrzypcami znajdzie swoje miejsce na szafie.

Bałam się czy sobie poradzę z przyklejeniem, ale to banalne i twierdzę, że łatwiejsze od malowania.
Co do jakości samej naklejki to jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i naklejką i plakatem, który zamówiłam . (O plakacie w następnym postcie).
Ze spokojnym sumieniem mogę polecić wam sklep z dekoracjami i naklejkami ściennymi wally.
Tam zakupiłam skrzypcową naklejkę i plakat do kuchni, który zobaczycie już niedługo.
Te skrzypce nas po prostu urzekły.

STREFA 10 jest jeszcze w rozbudowie. Brakuje nam dekoracji, ale dzisiaj przecież ma być o szafie.

Wyszła tak:




Dzięki skrzypcowej naklejce pokój zrobił się magiczny. Panuje w nim euforyczny spokój. Coś takiego odczuwam w filharmonii lub teatrze.
Aż miło, że taka mała zmiana dała nam tak dużo radości.


Jeżeli chodzi o Julię to zmiana zachęciła ją do grania. Niespotykane 21:30, a dziecko ćwiczy ;). Oby tak dalej.




To tyle na dzisiaj. Jestem zauroczona tymi naklejkami i plakatami. Następnym razem zobaczycie jak graffiti odmieniło moją kuchnię. Zapraszam!

3 majcie się.
Kasia




Czytaj dalej

Wyniki konkursu zgarnij ZOCKSA !



Witajcie po weekendzie. Do wczoraj trwał konkurs "ZGARNIJ ZOCKSA!" zatem czas na ogłoszenie wyników.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy podjęli wysiłek i napisali swoją historię Zocksów.
Tak właśnie z nimi będzie, każdy Zocks ma swoją niepowtarzalną historię. Każdy z nas może napisać historię do swojego Zocksa.
Niebieski może mieć głowę w chmurach, a za krótką chwilę być chusteczką na pocieszenie:).
Znacie siebie i swoje dzieci i to wy nafaszerujecie go emocjami i napiszecie bajkę o Zocksie.
Pomysłodawcą Zocksów jest Paweł Papkala nazywany przeze mnie Pablo Papkasso :). Cieszę się, że mogę robić maskotki jego pomysłu. 

Historia Zocksów wymyślona przez Pawła:

Miejska legenda mówi, że niejaki Wielki Szyjący, który przemierza miejskie zaułki uzbrojony w magiczną okarynę.
Jej dźwieki wabią skarpety, które niczym szczury podążające za nutami czarodziejskiego fletu, maszerują za Wielkim Szyjącym. Wprost do jego pracowni. Czasem dźwięki okaryny są tak hipnotyczne, że nie jedna, ale obie skarpety wpadają w pułapkę Tajemniczego Jegomościa. Pracownia to miejsce gdzie następuje przemiana, towarzyszy jej nieustanny stukot maszyny do szycia...tak rodzą się Zocksy - zastępy bezwolnych sług Wielkiego Szyjącego.

Ja wolałabym jednak nieco ocieplić ich wizerunek.

Chciałabym, żeby ZOCKS przekazywał emocje. Czasem dobre, a czasem te złe. 
W dzisiejszym świecie nasze dzieci są narażone na różne bodźce z zewnątrz. Nie raz są szykanowane przez innych, albo nie wiedzą jak się zachować. Taki Zocks w naszych rękach z naszą interpretacją, z naszą bajką może być rodzicielskim pomocnikiem.

Kiedy słyszysz "mamo jest mi smutno" faszerujesz Zocksa radością, a on przekazuje to dalej.
Dzisiaj Zocks dodawał pewności siebie mojej Juli, bo miała kartkówkę z matematyki.
Jutro jak wstanie lewą nogą natchnie ją radością i doda energii .

Zatem widzicie, że Legenda rozpoczęta, ale ciąg dalszy zależy od was.

Moja Zoksowa historia?

Kiedy wstajesz rano i rozpaczliwie szukasz swojej skarpety w misce z praniem, okazuje się, że została Ci jedna. Rozpaczliwie szukasz tej drugiej bo spieszysz się do pracy. I co? Nic. Znowu spóźniony, wkurzony, a na nogach dwie różne skarpety zupełnie nie do pary. I tak idziesz w tych różnych skarpetach mając nadzieję, że nikt nie zauważy. Zastanawiasz się co stało się z tą drugą? I nagle eureka. Przecież to oczywiste... Zocks to skarpeta, która chciała odpocząć. Zmechacona i podziurawiona, trochę przetarta i zmęczona potrzebowała nowego wcielenia. 
Recykling ma sens! ZOCKSY czyli skarpeto-zombi powracają w kolejnym życiu, pocerowane, połatane, ale przede wszystkim ożywione. 
Nie wiemy kim są, ale to kim będą zależy tylko od naszej wyobraźni...

Bo każdy Zocks jest twoją emocją.


Liczę, że znajdzie się więcej chętnych do nafaszerowania ZOCKSÓW. 
Faszerujcie je radością będą wam umilać dzień :). Odwagą, a dzieciaki będą się czuły pewniej.

Pierwsza osoba, która będzie mogła napisać historię do swojego Zocksa i faszerować go bezustannie to Marzena Dudkowska, która wygrała Zocksa w dzisiejszym losowaniu. Niebieski ZOCKS już do Ciebie jedzie.

Postanowiłam, że oddam wszystkie Zocksy w dobre ręce i wylosowałam kolejne dwie osoby. 
Różowy ZOCKS trafia do MALGO, a zielony do anonima - karolina 8082.


Jeżeli ktoś będzie chciał dla siebie lub kogoś bliskiego ZOCKSA nafaszerowanego odwagą, albo siłą to zapraszam vanillaforhome@gmail.com .

Jeszcze raz bardzo dziękuję za udział w konkursie i chęć napisania komentarza, który wymagał niemałej inwencji twórczej. Dziękuję!

Jako, że konkurs zakończony najbliższy post będzie w zupełnie innym temacie. Będzie o plakatach :). Zamówiłam wymarzoną od dłuższego czasu grafikę. Dotarła i jestem w trakcie realizacji mojego projektu graffiti na ścianie i nie tylko;).

3majcie się. 
Kasia.




Czytaj dalej

Akcja Organizacja DIY - ORGANIZER

Wydaje mi się, że od poniedziałku nie robię nic innego tylko gotuję, sprzątam i robię za taksówkę :). No cóż takie życie mamy przedszkolaka i piątoklasisty.
Wszyscy po za domem, a ja latam z góry na dół ze ścierą przy spodniach. Najgorsze jest to, że nie widzę postępów.
Zastanawiam się jak to wszystko ogarnąć? Hmmm ...
Postanowiłam w pierwszej kolejności uporządkować lodówkową wystawę prac i magnesów. Zebrałam do kupy wszystko co ważne, ważniejsze i zaczęłam działać.

AKCJA ORGANIZACJA to świetne rozwiązanie dla zapracowanych.

Osobiście muszę pamiętać o 2 planach zajęć, jadłospisie przedszkolnym na najbliższe dwa tygodnie i wszystkich obowiązkach domowych. Nie wspomnę o zakupowych notatkach czy odwiecznym pytaniu jakie sobie zadaję: którego dzisiaj mamy? ;)
Na mojej tablicy muszą się znaleźć wszystkie powyższe informacje, a plan dnia musi być dopięty co do minuty. No prawie.



Co jest potrzebne do wykonania takiego organizera:

  • szary papier pakowy
  • biały korektor
  • taśma ozdobna
  • grafika rodzinnej organizacji od Karoliny z houseloves - grafiki klik

Wycinamy panel z papieru pakowego i ogarniamy wszystko po kolei.
Ja dodatkowo pomalowałam mały kwadrat farbą akrylową z sodą oczyszczoną. Dzięki temu powstała tablica do zapisywania szybkich notatek.

Pozostało mi jeszcze uzupełnić tabelki.

Właśnie dotarło do mnie, że piszę o organizacji, a jem śniadanie o 12 w południe.
Muszę chyba jeszcze trochę popracować nad samodyscypliną.


No dobra przyznaję się zbierałam maliny od rana. Za to teraz śniadanie mam po prostu PYCHA :).

Miłego weekendu.
3 majcie się.
Kasia.

P.S. Możecie się jeszcze zapisać na konkurs.
Czytaj dalej

DIY papierowe okładki na książki.




Nie wiem jak wy, ale ja mam alergię na plastikowe okładki książkowe.
Dlatego dzisiaj podaję stary sprawdzony przepis, na okładkę z szarego papieru pakowego.



Nie wiem czy plastikowe są trwalsze. Wiem jednak, że po miesiącu zaczynają się rwać i nie wyglądają zbyt estetycznie. Zwykle znajdują się w nich okruszki ze śniadania, resztki gumki do gumowania itp.
Nawet jeżeli papierową okładkę musielibyśmy ( chociaż nie zawsze) wykonać dwukrotnie to i tak nam się to opłaca.


Najlepsze jest to, że dziecko może je dowolnie ozdabiać. Ma przy tym ogromną frajdę, a książki dzięki temu wyglądają oryginalnie.


Po wycięciu i złożeniu okładek, wybrałyśmy taśmę ozdobną i pieczątki. Ozdabianie ruszyło pełną parą, a efekty widzicie na zdjęciach.


Na pewno w najbliższych dniach obłożę wszystkie moje książki w kuchni. Pieczątkami opiszę tytuły książek, a one na pewno posłużą mi wiele lat. Mam jedną książkę kucharską obłożoną w ten sposób i od 10 lat okładka się trzyma :).


Jakie okładki wolicie? Macie jakieś pomysły?

Koszt naszych okładek to 3zł za papier pakowy i 2h wolnego czasu.

Na koniec przypominam o konkursie :).

3majcie się.

Kasia.

Czytaj dalej