Bezglutenowo! To jest problem.

Miał być luz, relaks i nic nierobienie. Miało być o książkach, włoskiej kuchni i muzycznych imprezach w mojej okolicy.

Jak śpiewa Maria Peszek " nie mam czasu na seks". O śnie już nie wspomnę :).

Borykam się z problemem żywienia w przedszkolu mojej Olgi. Od roku wstaję rano i gotuję jej do przedszkola wszystkie posiłki. Po południu lądują w wiaderku dla psów bo po kilku godzinach w termosie, jedzenie jest nie do spożycia.

Jakby tego było mało nie mogę dać jedzenia do lodówki, bo szanowna Pani kucharka nie będzie wprowadzać obcego jedzenia na kuchnię. Nawet w szczelnie zamkniętym pojemniku. Absurd!

Nikt nie miał problemu z tym, żeby mi dać do podpisania pisemko, że biorę odpowiedzialność za to co je moje dziecko. Tylko jak brać odpowiedzialność, za jedzenie, które 6 h stoi na szafce przy prawie 30 stopniach?

I dzisiaj jestem wkurzona!

Czasami jak ktoś mi mówi, że nie ma na nic czasu, że tyle ma na głowie to się zastanawiam w jakim on żyje świecie.

Ja muszę mieć czas na pracę, dom, dzieci i jeszcze ugotowanie dla nich bo nie mogą zjeść po za domem. Nie mogę nie mieć czasu!

Po co ludzie dodają zasmażki do zup? Kurde, nie żyjemy w PRLu, że musimy zagęszczać zupy mąką co by było więcej.

Nie wiem jak Wy, ale ja do placków ziemniaczanych czy klusek śląskich dodaję tylko mąki ziemniaczanej i tak robiłam zanim dowiedzieliśmy się o celiaki.

Tak sobie pomyślałam dzisiaj, że to nie zależy od restauracji, szkoły czy przedszkola. To wszystko zależy od kucharza, człowieka, któremu się chce, albo i nie.

Bo czy odlanie zupy przed zagęszczeniem to taki duży problem? Czy ugotowanie innego makaronu dostarczonego do kuchni to problem? Czy podanie ziemniaka z mlekiem czy masłem też musi być problemem?

Szaleństwo jakieś.

Na szczęście są ludzie, którym się chce. Chociaż nie jest ich zbyt wielu to dobrze, że są!

Od dawna fascynuje mnie włoska kuchnia. Nagminnie ludzie zadają mi pytania: ale jak? Przecież tam sama mąka! Chleby, pizza, makarony itp.

No normalnie! Makaron kukurydziany zamiast pszennego. Chleby na zakwasie ryżowym. Pizza z pomieszanych mąk: ryżowej, kukurydzianej, owsianej itp.

Wszystko się da jak się chce!

W przedszkolu mojej Olgi póki co się nie da, ale ja bardzo chcę i dlatego walczę :).

A gdzie się da?

No chociażby w  il calzone  Kraków, ul. Starowiślna 15a.

Pycha! Brawo dla kucharza, że mu się chce!

Dlaczego akurat napisałam o " il calzone "? Bo to restauracja włoska. Możemy się cieszyć włoską pastą i w dodatku zjeść to na mieście! I nie są to ziemniaki, surówka i uduszony kurczak bez przypraw. (Tak niestety wielokrotnie w restauracjach to wygląda.)
Jest pysznie i nie ja muszę gotować! Przydałoby się zaprowadzić tam Panią kucharkę z przedszkola , żeby jej udowodnić, że można ;).

Już się trochę uspokoiłam. 

Znalazłam ostatnio w mojej bibliotece dwa tytuły:

" Kuchnia Leonarda Da Vinci " Dave DeWitt
" Toskańska tratoria " Jenny Nelson

Jako, że jesteśmy w temacie bezglutenowym, możnaby powiedzieć: takie książki i kuchnia bezglutenowa? Oczywiście! Jest pysznie. Postaram się wam coś upichcić z kuchni Leonarda Da Vinci i przerobiony przepis bezglutenowy umieścić na blogu. Zapowiada się bardzo ciekawie.



Życzę wszystkim weekendowego muzykowania przy dobrym bezglutenowym jedzeniu!





A kto jeszcze nie widział to zapraszam do lektury mojego Mieszkania.
Znajdziecie w nim kilka słów o mnie.


I jeszcze sposób na niepogodę.


3 majcie się!
Kasia.







10 komentarzy :

  1. Masz rację, dużo zależy od człowieka. Jak się chce to można ominąć absurdalne przyzwyczajenia by pomóc bliźniemu.
    Ciekawe książki znalazłaś, z przyjemnością poczekam na jakiś przepis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało się wywalczyć zupy bez zasmażki, a to już wyzwanie dla Pani kucharki ;). A! Jeszcze ziemniaki z masłem :D. Co do książek to ta o Leonardzie jest świetna. Jest tyle ciekawych przepisów, że wybiorę coś wyjątkowego. Obiecuję, że nie będzie to grasica :D. Pozdrawiam.

      Usuń
  2. słodkie kaloszki! z takimi mogłoby ciągle padac:)
    Jesli chodzi o jakiekolwiek diety, to wszystkie sa mi obce... pewnie musialabym sie wszystkiego uczyc od podstaw.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku było ciężko, ale to kwestia przyzwyczajenia. Kalosze się sprawdzają, a uśmiech z twarzy nie znika ;).

      Usuń
  3. Faktycznie duży problem z jedzeniem. Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta jest dużo lepiej. Panie zaczęły nam gotować, ale teraz to moje dziecko boi się to jeść :/. Musimy pracować. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Temat mi bardzo bliski. Właśnie posyłam do przedszkola synka. Ma wielką alegrię na jajko, mleko, orzechy. I już wiem, że będę mu przygotowyać posiłki, a i tak strasznie się boję, że ktoś nie zauważy i synek zje coś, co może mu bardzo zaszkodzić. ALe życie idzie do przodu i trzeba te lęki przełamywać. Mam nadzieję, że nie będę musiała borykać się z takimi problemami jak przechowywanie głupiej zupy, czego i Wam gorąco życzę!! I zdrowia!!
    ps. mój mąż przez siedem lat dzieciństwa chorował na celiakię i.. przeszło. Właśnie dzięki diecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marta temat przechowywania jedzenia to jakiś koszmar. Mam nadzieję, że u Ciebie będą bardziej wyrozumiali. U nas pomimo tego, że Panie próbują, to dalej średniowiecze, jeżeli chodzi o gotowanie. Wam też zdrowia! Pozdrawiam, Kasia.

      Usuń
  5. Znam temat bezglutenu od podszewki, od 6 lat gotuję mężowi bezglutenowe obiady do pracy, on dodatkowo jest cukrzykiem, więc nie ma zmiłuj posiłek być musi. Przez dwa i pół roku gotowałam córci do prywatnego żłobka (zamiast cateringu) i nie było problemu z przechowywaniem ani podgrzewaniem. Opiekunki jakoś były w stanie to ogarnąć chociaż dzieci kilkanaścioro. Wiem też że w przedszkolu obecnym (państwowym) nie było problemu by dzieci na diecie bezmlecznej mogły dostawać posiłki przed dodaniem do nich zakazanych produktów, a dzieci z innymi alergiami/nietolerancjami mogły przynosić swoje jedzenie, przechowywać w kuchni i dostawać podgrzane w porze posiłku. Przykre że komuś się tak bardzo nie chce. Sanepid na pewno zezwala na przynoszenie własnego posiłku w zamkniętym pojemniku. Warunek był taki by posiłek był podany w tym właśnie pojemniku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz mnie ciągle wmawiają, że nie mogą mojego jedzenia wnieść na kuchnie. Pewnie problem polega na tym, że nie mają jak podgrzać w pojemniku. Jeżeli chodzi o dzieci bezmleczne to nie ma problemu. Z nami jest problem bo każda zupa ma mączną zasmażkę i później dodawana jest śmietana. Zatem Panie muszą odlać przez zasmażką, a śmietankę dodać po zasmażce. Nie chcę wiedzieć jak i co robią, ale Olga przyszła ostatnio i powiedziała, że dostała czarną zupę :D. Nie zabrzmiało to zbyt optymistycznie. Była to zupa pieczarkowa :). Pewnie bez zasmażki i z mało procentową śmietaną była ciemna. Ja zrobiłabym ją inaczej, ale już nawet nic się nie odzywam. Wytrwałości Wam życzę i zdrówka!

      Usuń

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!