Eco torba w stylu slow.

Na wstępie dziękuję za maile i pytania dotyczące poprzedniego posta. Brak komentarzy świadczyłoby o braku zainteresowania, jednak cieszę się, że tak bardzo was zaintrygowałam. Wszystkim, którzy podjęli wyzwanie życzę powodzenia.

No, ale wróćmy do dzisiejszego tematu.

Odkąd szyję zaczęłam przywiązywać ogromną wagę do tego co noszę i z jakich materiałów. Czy dana firma stosuje zasadę fair trade i posiada podstawowe certyfikaty bezpieczeństwa.

Zdrowa dieta i przemyślane zakupy procentują również świadomością nie tylko żywieniową, ale i ubraniową.


Slow food już większość z nas zna, ale co ze slow fashion?

Slow fashion to ruch, którego główną założycielką jest Kate Fletcher klik.
Podstawowa zasada ruchu to:

  • Reduce - zredukuj, czyli mniej znaczy więcej
  • Reuse - użyj ponownie
  • Recycle - przetwarzaj
  • Rethink - przemyśl (zastanów się 5minut dlaczego kupiłeś daną rzecz i czy naprawdę ją lubisz)
Slow fashion to przemyślane zakupy u rodzimych rzemieślników lub inwestycja w rzeczy dobre z certyfikatami, ale również buszowanie w second handzie lub komisie z odzieżą od wielkich projektantów. Każdy znajdzie coś dla siebie zgodnie z możliwościami finansowymi.
Kiedy szyję ubranie dla Olgi z materiałowych resztek robię zabawki. To bardzo ważny aspekt, o którym większe firmy zapominają, a chwalą się certyfikatem jakości, fair tradu czy eco podejściem.
To troche mydlenie oczu swoim klientom, ale i tak lepsze to niż nic. W sklepach zwracam uwagę na wykonanie i staram się kupować rzeczy w second handzie lub u polskich rzemieślników.
Przetwarzam ubrania, nadwyżki, które miałam po ostatnim sprzątaniu oddałam w dalszą podróż. To również bardzo ważne, aby nie zagracać swojej przestrzeni i dzielić się z innymi. Zostawiłam sobie tylko to co lubię i jest mi potrzebne. Rzeczy, których nie nosimy nie mają wartości. Te jednak , które przekażemy, odżyją u kogoś na nowo.
Kupujemy za dużo i bez oporów, ale świadomość, że ktoś stracił dłonie przez szkodliwość środków chemicznych na plantacji bawełny powinno nam dać do myślenia.
To ten czas kiedy nasza świadomość powinna wzrastać.

Oryginalność "slow fashion" to kolejny plus tego nurtu. Nikt prócz mnie nie założy takiej samej koszuli czy spódnicy. Uszyte specjalnie dla mnie lub wyszukane gdzieś w secend handzie często lekko przerobione indywidualnie specjalnie dla mnie. To nie snobizm, a wolne ż(sz)ycie.
Pragniemy pić dobre wino z małej winnicy, ale jego nie znajdziemy w supermarkecie. Tak samo jest z ubraniami szytymi na miarę. Ich uroku nie znajdziemy w ogromnych sieciówkach, ale u Pani Wandzi czy Zosi, która szyje w zaciszu domowym.

To jak przekonałam was trochę?

Dorosłych trudno przekonać do zmian, ale z dziećmi jest trochę łatwiej. Wykorzystajmy to od młodzieńczych lat.

Są wakacje mamy więcej czasu dla naszych pociech. Spróbujmy zrobić z nimi eco torbe w stylu slow fashion.

Instrukcja jest prosta. Jeżeli nie macie maszyny do szycia wystarczy igła z nitką i 30minut pracy( maszyną zajmie to 2 minuty).

Eco torba w stylu slow.





I nie mówcie, że się nie da skoro zrobiła to 4ro latka ;).
Wystarczy zszyć spód wyciętej bluzki i gotowe!



Poszłyśmy za ciosem i uszyłyśmy trzy.



Miłego weekendu.
3 majcie się!
Kasia.

autor zdjęć i tekstu: vanillaforhome.blogspot.com Katarzyna Płatuska-Juraszek
Czytaj dalej

Marie Kondo i jej Magia sprzątania u mnie w domu.

Zniknęłam na tydzień.

Zapytacie - stało się coś?
Otóż... już wyjaśniam - w zeszłą sobotę mąż podesłał mi artykuł o Marie Kondo klik. To 30 letnia Japonka, która sprzątaniem zaraziła świat.


Uwielbiam tematy sprzątania i ulepszania organizacji domowej. Staram się, aby w moim domu panowała pełna organizacja. Nie mam zbędnych rzeczy w półkach i szafie (przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie przeczytałam książki Marie Kondo "Magia sprzątania"). Zabawki dzieci nie walają się po salonie, a każda rzecz ma swoje miejsce. Jednak coś było nie tak.
Staram się odkładać rzeczy na miejsce, ale bywa, że mają one kilka punktów składowych, np. szafa, szuflada itp. To się zmieniło.

Sprzątanie wg Marie Kondo to sprzątanie wg kategorii i miejsca. Dana kategoria ma jedno miejsce składowe. Sprzątamy raz i dobrze, wszystko wg kategorii produktu.
Zafascynował mnie sposób układania wszystkiego w pionie. Tak naprawdę od tego zaczęłam zanim przeczytałam książkę. Nie sądziłam, że tak błaha sprawa zredukuje moje miejsce w szafie o połowę.

Nawet materiały szyciowe udało mi się poukładać w pionie.

To nie jest książka jak sprzątać i czym. Wydaje mi się, że to nie jest książka dla tych, którzy nienawidzą sprzątać. To książka dla tych, którzy trochę się pogubili, albo chcą coś zmienić. Do tego są na tyle wytrwali, że dokonają tych zmian. Bo może być ciężko.
Niekoniecznie musicie myśleć o odpoczywających skarpetkach, o których pisze KonMari, ale ułożenie ich w odpowiedni sposób daje dużo więcej wolnej przestrzeni.

Maluszkowe bluzeczki składało się najmilej.

Książka wciągnęła mnie tak, że przeczytałam ją jednym tchem. 
Pomimo mojego porządku stwierdziłam, że mam sporo rzeczy, których nie lubię (nawet te od mamy).
Bardzo podoba mi się pomysł zostawiania rzeczy, które lubimy lub są dla nas ważne. Do tej pory chyba nie miałam odwagi wyrzucić tego czego nie znoszę, bo było w dobrym stanie. 
Udało mi się ich pozbyć bezpowrotnie.



Czy było warto? Oj tak. Jednak miałam chwile zwątpienia. Wyrzuciłam ok. czterdzieści 35 litrowych worków z ubraniami, pościelami, firankami itp. Zostawiłam tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność. W trzecim dniu miałam kryzys. Ciągłe myślenie - gdzie i co jeszcze - zmęczyło mnie bardzo. Ale się udało! Minimalizm króluje, a japońska technika układania weszła mi w nawyk i po pięciu dniach układania ręce same zapamiętały jak i co robić. Na początku łapałam się, że po praniu zaczynałam układać starą techniką, ale to już minęło. 
Podobno nasz mózg potrzebuje 21 dni aby weszły nowe nawyki, ale ja już po tygodniu widzę, że nawet dzieciaki zaczęły sprzątać i odkładać rzeczy na miejsce. I to nie dlatego, że im zwracam uwagę, ale wiedzą gdzie jest miejsce każdej rzeczy.

Największym wyzwaniem był pokój dzieciaków. Jednak to nie do mnie należało to wyzwanie.
Dziewczyny sprzątały same. Były chwile rozpaczy, kiedy kazałam pozbyć się połowy zabawek. Początkowo powiedziały, że niczego nie oddadzą, ale dały radę i jestem z nich dumna. Co najlepsze, nasza czterolatka zagaiła: no mamuś czego się uczymy? Sprzątać! Ja powiedziałabym prościej -  odkładać rzeczy na miejsce.

Książkę szczerze polecam. Mnie opisywana redukcja (bo odgracać domu nie musiałam) zajęła pięć dni. Nie wyobrażam sobie jak ktoś ma nadmiar rzeczy i zabiera się za to wyzwanie. Powiem tak: liczcie się z tym, że jeżeli podejmiecie wyzwanie, trzeba będzie zrobić to do końca i być konsekwentnym, w przeciwnym razie całość bardzo szybko straci sens.

Jeżeli jesteście na etapie zmian to polecam, na pewno się nie zawiedziecie. 

Wypicie kawy ze świadomością, że nie masz nic do zrobienia i wzięcie w dłonie książki czy gazety daje ogromną satysfakcję. To powinno was przekonać!

Na koniec jeszcze kilka rysunkowych porad jak składać i układać.


Polecam wam również te filmiki:





Nabraliście ochoty na sprzątanie?

A może na czytanie?

Miłego weekendu!

3 majcie się.

Kasia.


źródło zdjęcia nr1: wysokieobcasy.pl
zdjęcia rysunkowe: vanillaforhome.blogspot.com
autor zdjęć i tekstu: vanillaforhome.blogspot.com Katarzyna Płatuska-Juraszek
Czytaj dalej

Bezglutenowe owsiane XXL i mleko kokosowe.

Ameryki raczej nie odkryłam, ale nareszcie udało mi się zrobić mleko kokosowe.
Słyszałam o nim wiele. Stosować można do zup, ciast, koktajli, a nawet do kawy czy płatków.
Czy mleko roślinne może być lepsze od krowiego? Hmmm. Lubię mleko krowie pełnotłuste. Kawa z nim smakuje mi najlepiej, ale okazało się, że jest alternatywa. Delikatny kokosowy smak to miłe zaskoczenie dla podniebienia.
Wykonanie jest proste.

No to do dzieła!


Wiórki, które wam zostały wyłóżcie na papier do pieczenia i suszcie 60 minut w piekarniku nagrzanym do 100 stopni.
Po wysuszeniu należy je zblenderować lub zmielić w młynku do kawy. Tym sposobem, prócz mleka powstanie mąka kokosowa. Używam do naleśników, ciasta i jako dodatek do chleba.


Coś do mleka?
Ciasteczka owsiane robię od dawna. Jednak problem z nimi jest taki, że są dość twarde. Postanowiłam poszukać rozwiązania. Poniżej przepis na cistka owsiane XXL. Takie ciacho zastąpi wam śniadanie, a z mlekiem kokosowym będzie smakować wyśmienicie.


Do mleka można dodać łyżeczkę miodu, a do ciastek bakalie.
Ciastka maczane w kawie z mlekiem kokosowym to niebo w gębie. Polecam!


Mam nadzieję, że nabraliście ochoty.

Smacznego!

3 majcie się.

Kasia.


zdjęcia rysunkowe: vanillaforhome.blogspot.com
autor tekstu i zdjęć: vanillaforhome.blogspot.com  Katarzyna Płatuska-Juraszek
Czytaj dalej

Koloraże.

Przyjechały! Gorące, jeszcze pachną drukarnią. Co? Koloraże.

 źródło: Grupa Wydawnicza Relacja Sp. z o.o.

Czym są koloraże?
Hmmm... Powiedzmy, że to książka bez tekstu. Kolorowanka dla dorosłych. Książka do bazgrolenia. Coś dzięki czemu zapomnimy o codzienności.
Po co mi to? Dla relaksu! Pamiętacie jeszcze dzień kiedy trzymaliście kredki w dłoniach? Kiedy to było? W pszedszkolu czy w szkole? Może to dobry czas, żeby się zatrzymać. Wziąć ze sobą książkę do kolorowania na wakacje? Sprawdzi się na plaży i w lesie, nad jeziorem i w górach. Podczas słonecznego odpoczynku, a i w pochmurne popołudnie pozwoli zabić nudę.

Kiedy przyjechała do mnie listonoszka, nie mogłam się doczekać, żeby otworzyć kopertę. 
Bardzo ładne wydanie w przyjemnej w dotyku oprawie "Kwieciste Łąki. Koloraże." trafiły w moje ręce.
Ale byłam ciekawa tego co jest w środku i jak wygląda to łąkowe wydanie.


Wydawnictwo Relacja przypomniało mi jak dużo kiedyś kolorowałam i rysowałam. To bardzo miłe uczucie.


Szybko pobiegłam po kredki do sklepu i zabrałam się do kolorowania. Dobra kawa, coś na przekąskę i można kolorować.

To świetne remedium na codzienny stres!

"Nie potrzebujesz długich przygotowań i skomplikowanych narzędzi.

Po prostu:

wyłącz telefon,
otwórz pudełko kredek,
włącz wyobraźnię, baw się kolorami,
twórz wyjątkowe obrazy!

Coraz więcej nowoczesnych technologii, coraz więcej pracy,
obowiązków, terminów, stresów. Coraz mniej czasu 
na oddech, na zanurzenie się w "tu i teraz".
Usiądź na chwilę i odpocznij."

Wyobrażacie sobie, że nikt nie będzie miał tej samej książki? W dodatku jest kilkanaście stron na których można wpisać swoje złote, życiowe myśli. Możecie również poprosić przyjaciół o wpis. Powiem wam, że to będzie świetna pamiątka. Mam nadzieję, że zostanie gdzieś na półce moich dzieci.



A ci, którzy nie mają talentu malarskiego zapytani: co robisz? Mogą odpowiedzieć: maluję ;).

"Kwieciste Łąki" to pierwsza część. Przyznam, że już nie mogę się doczekać drugiej "Hippie&Paisley". To będzie czad.

źródło: Grupa Wydawnicza Relacja Sp. z o.o.

Coż mogę jeszcze dodać? Uwielbiam takie książki! Nie pamiętam kiedy rzuciłam wszystko i nie robiłam nic. Z tą książką mi się udało. Wam również polecam spróbować. Książka będzie również świetnym urodzinowym lub imieninowym prezentem.

Ciekawa jestem czy słyszeliście kiedyś o kolorażach?

Miłego weekendu!

3 majcie się.

Kasia.



zdjęcia: Koloraże. Grupa Wydawnicza Relacja Sp. z o.o.

autor tekstu i zdjęć: vanillaforhome.blogspot.com Katarzyna Płatuska-Juraszek






Czytaj dalej

Kenwood Multione KHH 326. Ocena. Koniec z kompromisami!

Przyszedł czas na rewolucję. Do tej pory w mojej kuchni używałam blenderów:
 Zepter mixSy - wytrzymał siedem lat. Jednak po drugim roku użytkowania, tuż po gwarancji coś się stało z silnikiem i za naprawę zapłaciłam 200zł. Kolejne pięć działał bez zarzutu.
Jest mały i funkcjonalny jednak nie taki prosty w obsłudze. Minęło kilka lat zanim nauczyłam się ubijać nim pianę z białek. Silnik dziala do dzisiaj jednak zużyły się części obrotowe i nie ma już możliwości korzystania z blendera.
Minusem są małe końcówki. Już w pierwszym roku użytkowania zgubiłam jedną z nich.
Plus za to, że zajmuje mało miejsca.
Nie kruszy lodu. Tak go załatwiłam za pierwszym razem.
Nie mieli kawy i ziaren. Nie oszukujmy się, żaden mikser, blender czy malakser sobie z nimi nie poradzi. Do ziaren potrzebny jest dobry młynek.
Blender z Zeptera dostałam w prezencie. Czy kupiłabym go sama? Zdecydowanie NIE. Drugie NIE za cenę ( 800zł - 1000zł) nieadekwatną do możliwości.

źródło: www.zepter.pl

Blendery z Lidla i Biedronki - no NIE. Słabe, bez jakości. Oddałam od razu, chociaż ten z lidla wydawał się bardziej solidny.

Blender Sencor - Wszystko szło całkiem dobrze. 6 lat gwarancji na silnik. Po pół roku wyrobił się plastik w trzepaczce i przestała się kręcić. Zadzwoniłam do serwisu, przysłali nową od razu. Koszt ok 23zł. Super!
Minęły dwa lata i plastik w blenderze się spalił. Doszło do tego przy blendowaniu koktajlu z truskawek.
Cena blendera 199zł.
Czy kupiłabym go jeszcze raz? Nie wiem. Póki co zastanawiam się nad odesłaniem go do serwisu. Pytanie ile mnie to będzie kosztowało. Przesyłka ok 40zł w obie strony + naprawa koszt? Hmmm. Może lepiej kupić nowy?

źródło: www.sencor.pl

Jak widzicie blendery z różnych półek cenowych i chyba żeden z nich się nie sprawdził, aż tak żeby kupić go jeszcze raz.

Zostałam bez pomocnika. Plany na letnie koktajle, soki, (mielone) burgery z grilla legły w gruzach. Nie wspomnę już o ciastach, które muszę robić osobiście ze względu na dietę bezglutenową. Gdzie zupy kremy czy chłodniki? Aaaaaaaaaaaaa. Koniec.

Zaczęłam się zastanawiać nad robotem wielofunkcyjnym. Chciałam wydać ok 1500zł i mieć możliwość:
  • mieszania, ubijania, wyrabiania
  • blendowania 
  • mielenia i szatkowania warzyw, owoców i ziół
  • mielenia mięsa
  • robienia soków z warzyw i owoców
  • wyciskania soków z cytrusów
Nie zależało mi, aby robot gotował. Sprawdzałam Termomixa, ale nie o to mi chodziło. Rozdrabnianie, a szatkowanie to dwie różne sprawy.
Podczas porównywania wielu sprzątów myslę, że zamiast Termomixa kupiłabym Kenwooda Cooking Chef KM 096, ale to już moja opinia.

Przejdźmy jednak do tego co wybrałam. Po dwóch tygodniach przeglądania funkcji i parametrów robotów planetarnych i wielofunkcyjnych miałam dość i już myślałam, że nic nie kupię. Wzięłam pod lupę robota planetarnego Philips HR 7958 cena ok 1500zł , Kenwood Prospero KM245 cena ok 1100zł, Bosch MUM56340 1100zł oraz Kenwood multione KHH326 cena ok 1500zł.

Wybrałam robota z serii Multione. To połączenie robota planetarnego z robotem wielofunkcyjnym.

KENWOOD multione KHH326


Wygląd ogólny i elementy:

+  Multione Kenwooda to wielozadaniowy robot planetarny. Jest solidnie wykonany, elegancki, prosty bez zbędnych elementów. Swoim wyglądem zachęca do pracy w kuchni, aż chce się gotować.

Jestem mile zaskoczona nowoczesnym designem i wielofunkcyjnością. Jechałam specjalnie 40 km, aby go zobaczyć z bliska, chociaż zaoszczędziłabym kupując przez internet. Chciałam się upewnić i na własne oczy zobaczyć czy jest taki jak na zdjęciach. Muszę przyznać, że jest!

+ Kolor robota jest biały, góra szara. Bardzo elegancko wygląda na kuchennym blacie. Wszystkie części są dopracowane i proste w obsłudze. Do tego bardzo łatwo się je myje. Nic się nie przykleja i nie przywiera.

+ KENWOOD multione KHH326 posiada moc 1000W 

+ Z boku na korpusie znajduje się pokrętło z 6 prędkościami i możliwością pracy pulsacyjnej, dzięki czemu mamy pełną kontrolę nad tym, co się dzieje podczas pracy robota.

+ W zestawie znajdują się 3 mieszadła, szklany blender o pojemności 1,5 l, malakser z 3 tarczami, maszynka do mięsa z 2 sitkami, metalowa sokowirówka, wyciskarka do cytrusów, osłona zapobiegająca chlapaniu. 

-  Niestety nie posiada młynka do kawy i ziaren. Nie ma również możliwości dokupienia jako dodatkowe wyposażenie.

+ Większość elementów można myć w zmywarce, chociaż ja robię to ręcznie ponieważ jest to bardzo proste. Wystarczy opłukać i wszystko samo się czyści.

+ Robot posiada metalową misę o pojemności 4,3 l co pozwala ugnieść ciasto chlebowe o wadze max 800g.

+ W zestawie znajduje się również instrukcja w języku polskim, ułatwiająca nam określanie ilości produktów i czas ich ubijania, mielenia czy krojenia. Jest to bardzo pomocne w użytkowaniu.

+ Robot posiada 2 gniazda obrotów, dzięki czemu wygląda jeszcze bardziej estetycznie niż konkurenci.

+ Korpus posiada 4 przyssawki od spodu dzięki czemu nie musimy się obawiać, że robot nam gdzieś odjedzie. Jest bardzo stabilny.

+ Multione może pracować bez przerwy 6-8 minut przy cieście na chleb i ten proces nie powinien trwać dłużej. Przy mieleniu mięsa 10 minut. Uwierzcie mi, że przy jego mocy wystarczą na wszystko ok 4minuty. Blendowanie, szatkowanie to chwila. Poszatkowałam ok 1,5 kg ziemniaków w ok 2 minuty.


Użytkowość:


Mikser planetarny


To ta część robota, która posiada trzepaczkę, ubijak i końcówkę do zagniatania ciasta. 
Miłośnicy ciast, babek, pierogów i chleba zdecydowanie najbardziej polubią tę część.

+ Duża misa pozwala na wyrobienie standardowej wielkości babki oraz chleba o wadze ok 800g ( standardowa keksówka ).

+ Misa posiada blokadę, która utrzymuje ją w miejscu. Nie musimy podczas wyrabiania czy mieszania masy stać  i patrzeć jak nasz robot pracuje (chociaż to bardzo ekscytujące). W tym czasie można np. wyłożyć formy papierem do pieczenia.

+ Miska jest łatwa w czyszczeniu. Nawet ciasto drożdzowe nie przywiera.

+ Robota otwiera się łatwo i bez problemu zmienia końcówki. Pokrywa zabezpieczająca przed chlapaniem jest niezastąpiona. Dodatkowo posiada otwór przez który w łatwy sposób można dodawać kolejne składniki.

+ Mając ubijak K, trzepaczkę oraz spiralną końcówkę do zagniatania ciasta jesteście w stanie przygotować dosłownie wszystko. No chyba, że ja o czymś nie wiem.


+ Mikser posiada czujnik elektroniczny z regulatorem prędkości, który ma na celu utrzymywanie stałej prędkości przy różnym obciążeniu urządzenia, np. podczas ugniatania chleba lub po dodaniu jaj do składników na ciasto.

Malakser


+ Pojemnik montujemy u góry urządzenia, należy zwrócić uwagę, na to żeby zrobić to prawidłowo - zgodnie z instrukcją. Dopiero wtedy malakser ruszy do pracy. Dodatkowo trzeba pamiętać o wyciągnięciu końcówek do mieszania i ubijania.

+ Malakser ma plastikową misę o pojemności 1,4 l. Noże używa się do wyrabiania ciast, siekania surowego i gotowanego mięsa, warzyw, orzechów, robienia pasztetów, sosów, dipów, miksowania zup, a także do kruszenia ciastek i mielenia surowego chleba na bułkę tartą.

+ Miska malaksera posiada również popychak i wlot przez, który można dodawać kolejne składniki.

+ Dodatkowo malakser posiada 3 tarcze krojące i tnące. Możemy nimi zetrzeć ziemniaki na placki, ser, warzywa na zupę itp. Tarcze są do krojenia na grubo i na drobno. Można również po ich odwróceniu siekać wszystko na plastry. Rewelacyjne rozwiązenie jak lubicie zapiekanki. Ja zrobiłam swoją w 5minut. Ekspresowy obiad.


To dla mnie bardzo ważna część całego robota. Nie wyobrażam sobie nie mieć go w swojej kuchni.

Wyciskarka do cytrusów


+ Prosta w obsłudze, wyciśnie wszystkie soki. Sezon dopiero przyjdzie, ale już dzisiaj sok z cytryny do lemoniady wyciska idealnie.

Szklany blender


+ Szklany blander o pojemności 1,5 l jest mocowany u góry. Dosyć ciężki, ale dzięki temu nabiera mocy.

+ Spokojnie sobie radzi z miksowaniem wszelkich zup, sosów itp. 

+ W pokrywie u góry jest możliwość wyciągnięcia zakrywki wlewu dzięki czemu z łatwością wykonacie majonez.

+ Blender kruszy lód bez większych problemów, a co za tym idzie sorbety na lato wychodzą wyśmienicie.

+ Pokrywa od góry posiada pierściej uszczelniający (gumowy) dzięki czemu nic wam nie wybuchnie. Nie znajdzie się na suficie.

+ Zrobienie mleka kokosowego to banał, a koktajl wychodzi jak profesjonalny shake z dobrego automatu.

Sokowirówka


+ Nadaje się do wykonywania soków z twardych warzyw i owoców.

+ Bardzo łatwa w czyszczeniu. Miłe zaskoczenie.

+ Za jednym razem możemy rozdrobnić 800g warzyw lub owoców. Poźniej opróżniamy sito i działamy dalej. Oj mam ochotę zrobić cydr w tym roku. Z takim sprzętem na pewno się uda.

+ Montowana na górze. W instrukcji są zawarte bardzo ważne i przydatne wskazówki dotyczące robienia soków.

Do tej pory na myśl o czyszczeniu sokowirówki robiło mi się słabo. Tu jest to banalne i nie wymaga rozkręcania całego urządzenia. Pojemnik, kratka oddzielająca miąższ i sito - z kratki wytrzepujemy miąższ, a resztę wystarczy opłukać. Gotowe.

Maszynka do mielenia mięsa


+ Możemy w niej mielić mięso, drób i ryby. 

+ Montujemy ją przy uniesionej głowicy malaksera. Użytkujemy 10 minut i dajemy odpocząć. 

Maszynka jest dla tych, którzy lubią pulpety, spaghetti bolognese, pasztety i domowe kiełbaski.


Głośność:
Optymalna. Standardowa jak przy tego typu sprzętach.

Minusy:
Brak młynka.

Cena:
Ja zapłaciłam 1499zł. W internecie można kupić taniej. Ja chciałam zobaczyć go na żywo, a z tym był problem. Słaba dostępność w sklepach. Przez internet nie ma problemu.


Czy kupiłabym go jeszcze raz?

Tak. Kenwood multione KHH326 to wielofunkcyjna maszyna, która jest niezastąpiona dla każdego miłośnika kuchni.
Jest prosty w obsłudze i oby służył nam jak najdłużej.


Z pewnością przepisy, które będziecie mogli obserwować na moim blogu będą wykonywane z jego pomocą.

I jeszcze jedno. Robota kupiłam za własne pieniądze. Nie jest to tekst sponsorowany.

Jeżeli w trakcie użytkowania wystąpią jakieś problemy otrzymacie informację z pierwszej ręki.

3 majcie się.

Kasia.



zdjęcia: Kenwood Multione KHH326
autor zdjęć i opisu: www.vanillaforhome.blogspot.com Katarzyna Płatuska-Juraszek


21.10.2016 
Napotkałam się na wiele pytań dotyczących części i młynka do mielenia.Postanowiłam napisać do producenta.Poniżej odpowiedź:

Roboty z serii Multione mają możliwość rozbudowy w młynek uniwersalny. Ma on symbol KW715001 i jest możliwy do kupienia w autoryzowanych serwisach producenta, tak jak inne części i akcesoria. Kenwood zapewnia dostępność części zamiennych przez wiele lat. Poniżej link do strony centrali serwisowej, gdzie znajduje się zakładka z wyszukiwarką serwisów lokalnych klik.

Mam nadzieję, że będzie to pomocne w wyborze.




Czytaj dalej

Blogowisko.

Coś mi nie po drodze z tym blogowaniem ostatnio. Pochłonął mnie ogród, a później zmiotła grypa żołądkowa.
Wracam do żywych, chociaż nie jest łatwo.
Wakacje rozpoczęte, jednak póki co nawet tego jeszcze nie poczułam.
Cele na ten tydzień wykonane.
W ogrodzie zakończyłam pewien etap. Trwał on kilka lat, ale w końcu mogę cieszyć oczy, a nie patrzeć na pęcherze na dłoniach.
Było warto!

Nie tylko u mnie ogród w pełni kwitnący. Zaglądając przez dziurę w płocie u sąsiadki wypatrzyłam cudowne maki i  ...


...ach te piwonie.



A no i ciapek się przy mnie pałętał po czym położył się i zasnął.
Robienie zdjęć nie należy do najciekawszych. Chyba, że się obszczekuje aparat ;).


No, a co z tym blogowiskiem? No właśnie.
W lipcowym "moim Mieszkaniu" znajdziecie wiele wspaniałych inspiracji i mały wpis o mnie.
Jeżeli chcecie się ze mną spotkać w innym wymiarze, zapraszam do kupna lipcowego numeru.



I jeszcze jedno. Wysiadł mi blender. Dla niektórych banał.  Dla mnie to dramat. Czuję się jak bez ręki. Najgorsze jest to, że to nie mój pierwszy blender. Miałam ich już kilka, ale okazuje się, że przy takiej częstotliwości używania, nawet mocny blender, po dwóch latach wysiadł. Postanowiłam kupić coś lepszego. Szukałam przez prawie dwa tygodnie robota, który spełni moje oczekiwania. O tym czego oczekuję od takiego urządzenia i co wybrałam dowiecie się w najbliższym czasie. Zapraszam!

To tyle na dzisiaj bo miało być krótko. Życzę wam takiego weekendu jak poniżej!


3 majcie się!

Kasia.

Czytaj dalej