Marie Kondo i jej Magia sprzątania u mnie w domu.

Zniknęłam na tydzień.

Zapytacie - stało się coś?
Otóż... już wyjaśniam - w zeszłą sobotę mąż podesłał mi artykuł o Marie Kondo klik. To 30 letnia Japonka, która sprzątaniem zaraziła świat.


Uwielbiam tematy sprzątania i ulepszania organizacji domowej. Staram się, aby w moim domu panowała pełna organizacja. Nie mam zbędnych rzeczy w półkach i szafie (przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie przeczytałam książki Marie Kondo "Magia sprzątania"). Zabawki dzieci nie walają się po salonie, a każda rzecz ma swoje miejsce. Jednak coś było nie tak.
Staram się odkładać rzeczy na miejsce, ale bywa, że mają one kilka punktów składowych, np. szafa, szuflada itp. To się zmieniło.

Sprzątanie wg Marie Kondo to sprzątanie wg kategorii i miejsca. Dana kategoria ma jedno miejsce składowe. Sprzątamy raz i dobrze, wszystko wg kategorii produktu.
Zafascynował mnie sposób układania wszystkiego w pionie. Tak naprawdę od tego zaczęłam zanim przeczytałam książkę. Nie sądziłam, że tak błaha sprawa zredukuje moje miejsce w szafie o połowę.

Nawet materiały szyciowe udało mi się poukładać w pionie.

To nie jest książka jak sprzątać i czym. Wydaje mi się, że to nie jest książka dla tych, którzy nienawidzą sprzątać. To książka dla tych, którzy trochę się pogubili, albo chcą coś zmienić. Do tego są na tyle wytrwali, że dokonają tych zmian. Bo może być ciężko.
Niekoniecznie musicie myśleć o odpoczywających skarpetkach, o których pisze KonMari, ale ułożenie ich w odpowiedni sposób daje dużo więcej wolnej przestrzeni.

Maluszkowe bluzeczki składało się najmilej.

Książka wciągnęła mnie tak, że przeczytałam ją jednym tchem. 
Pomimo mojego porządku stwierdziłam, że mam sporo rzeczy, których nie lubię (nawet te od mamy).
Bardzo podoba mi się pomysł zostawiania rzeczy, które lubimy lub są dla nas ważne. Do tej pory chyba nie miałam odwagi wyrzucić tego czego nie znoszę, bo było w dobrym stanie. 
Udało mi się ich pozbyć bezpowrotnie.



Czy było warto? Oj tak. Jednak miałam chwile zwątpienia. Wyrzuciłam ok. czterdzieści 35 litrowych worków z ubraniami, pościelami, firankami itp. Zostawiłam tylko to, co sprawia mi radość i przyjemność. W trzecim dniu miałam kryzys. Ciągłe myślenie - gdzie i co jeszcze - zmęczyło mnie bardzo. Ale się udało! Minimalizm króluje, a japońska technika układania weszła mi w nawyk i po pięciu dniach układania ręce same zapamiętały jak i co robić. Na początku łapałam się, że po praniu zaczynałam układać starą techniką, ale to już minęło. 
Podobno nasz mózg potrzebuje 21 dni aby weszły nowe nawyki, ale ja już po tygodniu widzę, że nawet dzieciaki zaczęły sprzątać i odkładać rzeczy na miejsce. I to nie dlatego, że im zwracam uwagę, ale wiedzą gdzie jest miejsce każdej rzeczy.

Największym wyzwaniem był pokój dzieciaków. Jednak to nie do mnie należało to wyzwanie.
Dziewczyny sprzątały same. Były chwile rozpaczy, kiedy kazałam pozbyć się połowy zabawek. Początkowo powiedziały, że niczego nie oddadzą, ale dały radę i jestem z nich dumna. Co najlepsze, nasza czterolatka zagaiła: no mamuś czego się uczymy? Sprzątać! Ja powiedziałabym prościej -  odkładać rzeczy na miejsce.

Książkę szczerze polecam. Mnie opisywana redukcja (bo odgracać domu nie musiałam) zajęła pięć dni. Nie wyobrażam sobie jak ktoś ma nadmiar rzeczy i zabiera się za to wyzwanie. Powiem tak: liczcie się z tym, że jeżeli podejmiecie wyzwanie, trzeba będzie zrobić to do końca i być konsekwentnym, w przeciwnym razie całość bardzo szybko straci sens.

Jeżeli jesteście na etapie zmian to polecam, na pewno się nie zawiedziecie. 

Wypicie kawy ze świadomością, że nie masz nic do zrobienia i wzięcie w dłonie książki czy gazety daje ogromną satysfakcję. To powinno was przekonać!

Na koniec jeszcze kilka rysunkowych porad jak składać i układać.


Polecam wam również te filmiki:





Nabraliście ochoty na sprzątanie?

A może na czytanie?

Miłego weekendu!

3 majcie się.

Kasia.


źródło zdjęcia nr1: wysokieobcasy.pl
zdjęcia rysunkowe: vanillaforhome.blogspot.com
autor zdjęć i tekstu: vanillaforhome.blogspot.com Katarzyna Płatuska-Juraszek

3 komentarze :

  1. Właśnie kończę czytać tą książkę, a potem idę w Twoje ślady:) Mam mało rzeczy, ale tak jak mówisz - coś mi tu nie pasuje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Ja utrzymuję wszystko od lipca zeszłego roku do dzisiaj. Weszło mi w nawyk i jest super. Pozdrawiam,Kasia.

      Usuń
  2. Mam mieszane odczucia co do tej metody. Z jednej strony widzę ją w moich szafkach, z drugiej widzę pewne minusy w jej zastosowaniu. Na przykład wysokie półki lub głębokie szuflady - zwłaszcza te na bieliznę - trudno byłoby tam poukładać rzeczy pionowo. Być może z ciekawości sięgnę po książkę i sama się przekonam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!