Powroty.

Zatem jesteśmy. Wróciliśmy cali i zdrowi. No prawie. Po tych wędrówkach i biegowych treningach moja kostka trochę ucierpiała, ale jest dobrze.

Ruszyliśmy w zeszłym tygodniu z zapakowaną walizką i trzema plecakami. Porzuciliśmy samochód i wsiedliśmy do Pendolino.
Cudo! Pendolino jest rewelacyjne. Cicho, zero drgań, książka w dłoni i dobra kawa. Sześć godzin i jesteśmy w Gdyni. Wypoczęci i odprężeni.
Nie będę wam pisać o Januszach i Grażynkach bo ich przecież wszyscy znają, ale pokażę wam zdjęcia z dzikich plaż gdzie na długości kilku kilometrów spotyka się jedną lub dwie osoby.

Nie nosiłam ze sobą aparatu. Czasem żałowałam, ale przy takiej ilości kilometrów jakie przeszliśmy dodatkowe kilogramy nie były wskazane. W ciągu tygodnia przeszliśmy prawie 100km. Zapewniam was, że czterolatki nie potrzebują wózka. Nasza Olga wędrowała z nami równym tempem. Może ze dwa razy powiedziała, że bolą ją już nogi, ale miała prawo na 10 lub 15 kilometrze :).

Byliśmy w Karwi. Doszliśmy do Dębek, Ostrowa, a ja dobiegłam do Jastrzębiej Góry. Wypróbowałam bieganie przy wschodzie słońca. Jest pięknie, ale wole biegać później. Za to mojemu mężowi tak spodobało się bieganie przy wschodzie słońca, że kilka razy wstał o 4:30 i wyruszył na podbój plaż.









Piękne to poranne bieganie. Tylko dlaczego trzeba tak wcześnie wstawać :).

Faktem jest, że wschód słońca jest bardzo optymistyczny i napawa siłą.

We wszystkich miejscowościach do których udało nam się dojść 90% asortymentu to tandeta i kicz (chociaż nie wiem czy kiedykolwiek było inaczej). Plastik bombastik i Januszowo. Na szczęście na moich dzieciach budki z plastikiem nie robią wrażenia. Musieliśmy ich namawiać, żeby sobie coś kupiły. Olga wolała zbierać skarby na plażach, a Jula pyszne lody ze "Słodkiego Ula". Kupiliśmy łopatę, wiaderko i formę na zamki z piasku. 
Było biegowo, spacerowo i aktywnie, wręcz budowniczo. Nasz piaskowy żółw mógłby się stać złotym biznesem.




Dzikie plaże istnieją. Wędrówki wzdłuż wybrzeża to coś wspaniałego. Nie wiem dlaczego tak mało osób się na nie decyduje. Po plażingu do 16stej ruszaliśmy na obiad i spacer do późnych godzin wieczornych.
Zobaczcie sami jakie są piękne dzikie nieposprzątane (ze skarbów morza) plaże.












Prawdziwa bezludna wyspa ;).



Na diecie bezglutenowej nie jest łatwo. Jak się okazuje podstawowe wakacyjne menu Polaka to kebab, zapiekanki i gofry. A dobrych restauracji jest jak na lekarstwo. W promieniu 20km znaleźliśmy tylko dwie restauracje, w których mogliśmy coś zjeść. Kiedy przyszliśmy do jednej z nich po raz drugi okazało się, że jest po sezonie i mają zamknięte. Zatem została nam tylko jedna.

"Mahi mahi" w Ostrowie to mały bar, ale jedzenie jest tak pyszne, że buty spadają. Dodatkowo obsługa wiedziała od razu co nam wolno, a czego nie na diecie bezglutenowej. I wiecie co? Pierwszy raz spotkaliśmy się z prawdziwymi frytkami. Pycha!


Mahi mahi - grillowana flądra z prawdziwymi domowymi frytkami z pysznym sosem śmietanowo-chrzanowym.

Mała porcja dla Oli to kurczak BBQ. Pycha! No i znów te frytki...


Minus? Byliśmy tylko raz, bo po 16stym już było po sezonie. Bardzo szkoda, bo menu świetne.

Pozostała nam tylko "Tawerna Złota" w Karwii. Dania bardzo wykwintne i dobre. Niestety obsługa powinna przejść porządne przeszkolenie.
Prawdziwym hitem była odpowiedź jednej z kelnerek:
- Czy mogłaby Pani nam coś polecić
- Tak, tę flądrę, której nie ma
- ???
Jedzenie było pyszne, chociaż kucharz kilka razy dał ciała. Nie do końca jestem również przekonana co do bezglutenowości potraw, ale dla tych którzy nie mają problemów to szczerze mogę polecić.

I tak dochodzimy do końca podróży. Z zachodem słońca i bolącą kostką. Było warto! Każdemu życzę takich wakacji. Bez gotowania, bez sprzątania, bez samochodu i stałego internetu w telefonie. Z rodziną i wschodzącym słońcem.
Jestem natchniona nowymi pomysłami kulinarnymi, optymizmem i mam naładowane baterie na długi czas.








3 majcie się.

Kasia.

autor zdjęć i tekstu: vanillaforhome.blogspot.com, Katarzyna Płatuska-Juraszek


4 komentarze :

  1. Kasiu...aktywne wakacje to jest to ale chyba nie zdobyłabym się na bieganie o świcie ;-)...super puste plaże...może i dzikie ale zachęca to bardzo na wizytę nad morzem ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam szczerze piesze wędrówki :). Ja o świcie biegałam tylko raz. Od dawna wiem, że bieganie to tak godzinę po śniadaniu, ale warto było wstać.

      Usuń
  2. Witaj Kasiu :)
    Wakacje widzę udane! A plaże kocham ostatnio tam spędzam najwięcej czasu wolnego ;) Zapach, szum morza to jest to ! A dieta bezglutenowa po za domem nie jest łatwa. U nas jest lżej bo jednak bardziej tutaj popularna ale też mieliśmy przygody na urlopie ;)
    Mam nadzieję że baterie naładowane na długo masz ;)
    Buziaki i pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było bosko. Dlugi czekaliśmy na wspólne wakacje. Baterie naładowałam. Marzenka nie ma wyjścia muszą mi wystarczyć na długo ;). Buziaki.

      Usuń

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!