art Szaleństwo


Zmiana czasu i długie wieczory to coś, co kocham najbardziej.
Tak sobie pomyślałam, że fajnie by było jakby dzień się wydłużał jak guma, a wieczór ciągnął jak krówka.

Ach... Niestety!

Kiedy wchodzę do mojej pracowni czas jakby odrobinę zwalnia. Ostatnio spędzam w niej wieczory i przynajmniej część nocy. To taki mój magiczny czas. Pozbywam się złych myśli i uwalniam głowę pełną pomysłów.

Co w niej siedzi? Uwielbiam Alicję w Krainie Czarów. Ogarnęło mnie szaleństwo.
Wiem, że powinnam zacząć już projekty świąteczne, ale jakoś odciągam to w czasie i robię... zobaczcie sami.








Tak, na to wygląda. Odbiło mi, zbzikowałam, dostałam fioła.
Ale coś wam powiem w sekrecie.
Tylko wariaci są coś warci :).

3 majcie się!
Kasia








Czytaj dalej

Przedpokój do zadań specjalnych.

Ten post miał się pojawić dużo wcześniej, jednak zajmowałam się wszystkim tylko nie blogowaniem.

Dzisiaj nie będzie bardzo długo. Jeżeli chodzi o przedpokój sprawa jest prosta. Ściany czyli tak po prawdzie farba  bo to o nią głównie chodzi) musi być odporna niemalże na wszystko.

To nie pierwszy raz kiedy po nią sięgnęliśmy. Osiem lat temu użyliśmy tej samej.
Farba wytrzymała naprawdę ciężką przeprawę.

Daje radę z plamami. Jest odporna na zarysowania. Mogę spokojnie odkurzyć ścianę i bez problemów ją przetrzeć. Farba pomimo swej "gumowatości" jaką osiąga po wyschnięciu podobno oddycha.

Według mnie to najlepsza farba do przedpokoju z jaką się spotkałam. W dodatku jest farbą ekologiczną co dla mnie ma wielkie znaczenie przy malowaniu takiej powierzchni.

Beckers Elegant klik spełni oczekiwania bardzo wymagających.
www.beckers.pl

My wybraliśmy półmat. Farbę otrzymacie, aż 9000 kolorach w komputerowym systemie barwienia.

Cena za 9l to koszt ok 350zł.

Mamy dzieci, psy i koty. Dla tej farby nie ma to znaczenia. 

Wcześniej mieliśmy kolor pomarańczowy jak dynia na zdjęciu poniżej. Obecnie zdecydowałam się na grafit i to był strzał w dziesiątkę.
  



Powiem tylko tyle. Osiem lat bez malowania to bardzo długi okres czasu. Dlatego tym razem wybór był prosty i oczywisty.

3 majcie się!

Kasia.




Czytaj dalej

Annie Sloan, Beckers pytania i odpowiedzi.


Dostałam od was bardzo dużo maili i zapytań o farby, którymi odnawiałam meble. Widzę, że letni czas motywuje do działań domowo - remontowych. Ponieważ macie wiele wątpliwości co wybrać, a ceny farb zdecydowanie nie zawsze wam odpowiadają, napiszę dzisiaj jak to wygląda u mnie.

Osobiście podchodzę do tematu przemalowywania w ten sposób - taki odświeżony mebel ma mi posłużyć przez kilka kolejnych lat zanim kupię nowy. Bywało jednak i tak, że po renowacji zostawał na dłużej.
Meble traktuję w sposób użytkowy. To taka moja zasada. Nie lubię zagracać pomieszczeń czymś z czego nie mogę korzystać. Dlatego nie przechowuję i nie zostawiam na "przyda się kiedyś".
Jeżeli macie pamiątkowy kredens po babci, szafę po cioci czy sekretarzyk po wujku, macie do nich sentyment, a jednocześnie chcielibyście je nieco odświeżyć to Annie Sloan się sprawdzi. Według mnie to farba do mebli, które stoją ot tak po prostu. 
Dlaczego? U mnie, w codziennym użytkowaniu się nie sprawdziła. Rozmazany na blacie cień do powiek pozostawił różowe przebarwienie. Kleks z farby plakatowej młodej malarki, plamy po kremie i tuszu kreślarskim również pozostawiły swoje ślady na trwałe. Dla mnie to dyskwalifikacja.
Chcę również po raz kolejny zaznaczyć, że proces malowania i woskowania wykonałam zgodnie z instrukcją. Wiem również, że nie jest to tylko moja opinia jeżeli chodzi o AS klik.
Zatem jeżeli wybierzecie farby AS to tylko do mebli, które w żaden sposób nie są narażone na drobne wypadki jakie zdarzają się nam każdego dnia - rozlania, zadrapania, otarcia itd.
Biurko i stół pomalowany AS klik wyglądały tak ładnie przez miesiąc. Niestety postanowiłam je wyrzucić, bo ich stan odstraszał z daleka.
Koszt farby również jest niebagatelny.

Znalazłam alternatywną farbę, która się sprawdza w użytkowaniu. To Beckers do drewna i metalu, o którym już wam pisałam. Wiem, że jesteście zadowoleni z efektu (dziękuję za dołączone zdjęcia w waszych mailach).

Dlatego dzisiaj "Beckersowe Q&A - pytania i odpowiedzi".


Jakie meble mogę malować Beckersem?
Osobiście malowałam nim meble laminowane, drewniane i metalowe. 


Czy potrzebuję zdzierać poprzednią warstwę farby?
Nie. Gdyby odnawianie mebli miało trwać bardzo długo i dodatkowo musiałabym przy tym wykonać żmudną pracę nie chciałoby mi się ich odnawiać.
Wszystkie meble i przedmioty, przecieram zwilżoną szmatką i zabieram się do malowania. Czasem kiedy przed malowaniem widzę odpryski, w tych miejscach przecieram powierzchnię papierem ściernym. Oczyszczam szmatką z płynem do naczyń i maluję.


Czy farba beckers przyjmuje rozlane potrawy i jedzenie?

Pomalowałam kuchenny stół i krzesła w marcu 2015 klik. Po ponad roku powstały trzy odpryski, a na stole pojawiła się plama po herbacie. Duża plama, ale to był nasz błąd. Mały "Ktoś" rozlał herbatę i nic nikomu nie powiedział. Wytarł i nikt nie zauważył, że pod plastikową podkładką został płyn. Kiedy spostrzegłam to rano, herbata wżarła się w farbę. 
Okazało się, że jedna warstwa nowo nałożonej farby zakryła stare niedoskonałości i plamy. Zatem blat znów wygląda jak nowy, przemalowanie zajęło mi 15 minut.
Efekt jest taki, że osoby, które są u mnie pierwszy raz myślą, że stół tak wygląda od nowości. To bardzo pochlebna opinia dla tej farby.
Stół był bardzo ciemny. Zobaczcie sami. Na ostatnim zdjęciu klik widać jego fragment.


Czy mogę tą farbą pomalować boazerię?
Tak. 

Czy muszę ją wcześniej jakoś specjalnie przygotować?
Nie. Wystarczy przetrzeć wodą z płynem do naczyń.

Chcę jednak podkreślić, żebyście wzięli pod uwagę użytkowość. Jak macie dzieci to mogą zarysować ścianę z boazerii zabawką lub jakimś innym przedmiotem. Na zwykłej też by to wyszło, ale byłoby prościej to zamaskować. 

Dostaję maile, że chcecie od razu przemalowywać wszystko. Nie róbcie tego! Naturalne drewno jest piękne. Nawet stara dębowa kuchnia może mieć swój urok. Jeżeli zmienicie kolor ściany np. na szary i pomalujecie tylko jeden front farbą tablicową na dowolny kolor zmieni się charakter całego wnętrza. Będzie zupełnie inaczej i świeżo.
Pomalujcie tę boazerię na biało jak chcecie, ale meble już zostawcie. Bywa, że osoby, które do mnie piszą chcą przemalowywać dosłownie wszystko. Zaczynając od przedpokoju, a kończąc na łazience.
Umiar i zdrowy rozsądek to moje zasady.



Czy mogę pomalować blaty w kuchni Beckersem?
Nie wiem. Osobiście nie zrobiłabym tego. Wolałabym zainwestować w nowe. Nie wyobrażam sobie, żeby byłby pomalowane.


Można odnowić wiele rzeczy ja jednak staram się zachować zdrowy rozsądek. Kocham naturalne drewno, kamień i metal. Dziwi mnie, że nie raz piękne drewniane meble są przemalowywane. Moja kuchnia jest dębowa. Mam również dębowe blaty. Biała zapewne jest piękna, ale nie jest dla mnie. Jadalniany kącik i dodatki kuchenne w tym kolorze zdecydowanie mi wystarczają. 
Biel nie jest moją przyjaciółką.

Czytałam ostatnio o białych wnętrzach. Nie mogę się zgodzić z opinią, że białe ściany brudzą się tak samo jak ciemne tylko trzeba dbać o swój dom. Ja dbam o swój dom. Białe ściany brudzą się szybciej. Wcale nie jest prościej je zamalować. Mam parter w szarościach i piętro w bieli. Już nie mogę się doczekać, aby zamalować te białe ściany. Ich stan po dwóch latach nie zachwyca, a przecież to piętro i sypialnie. Co by było gdyby biel była na parterze?

Od bieli skutecznie powstrzymuje mnie również ilość domowników - dzieci i psy.
Nasze wnętrza muszą być przede wszystkim praktyczne. Mam biegać po domu z wałkiem czy pędzlem po każdym jesiennym spacerze z moimi bokserami? Jedno strzepnięcie i żegnaj biała ściano.
Dlatego, po pierwsze kolor, a po drugie odpowiednia farba - dostosowana do czyszczenia.

Co do boazerii pomalowanej beckersem wg. mnie powinna wytrzymać takie psie testy.






Co jeszcze pomalowałam Beckersem?
Metalowo-drewniany wieszak w przedpokoju, karnisz, dodatki kuchenne.


Jako, że nie zawsze mogę odpisać na wszystkie wasze pytania w komentarzach, poprosiłam firmę Beckers, aby podali namiary (np. adres mailowy) no eksperta, który mógłby rozwiać wasze wątpliwości. Niestety nie otrzymałam odpowiedzi. Dlatego możecie pisać do mnie zadając pytania w komentarzach lub osobiście vanillaforhome@gmail.com.

Czasem z większym, czasem z mniejszym opóźnieniem, ale zawsze odpisuję.
Beckers wydaje się mieć w swojej ofercie solidne produkty, ale z obsługą klienta nie idzie im zbyt dobrze. Widzę tutaj spory obszar do poprawy. Dlatego postanowiłam przyjrzeć się konkurencji, więc tym razem pytanie ode mnie:
Czy ktoś z was używał Śnieżki SUPERMAL akrylowej do drewna i metalu?
Jestem zainteresowana i myślę o testach. Macie jakieś doświadczenie? 

3 majcie się!

Kasia.


Czytaj dalej

Wakacje cz. II.


Przepis na dobre wakacje istnieje.
Dobre jedzenie i rodzina. Mnie wystarczają te dwa składniki.
Dzisiaj, aby uprościć zadanie tym, którzy planują przyszłoroczny urlop powiem gdzie się dobrze wyspać i gdzie zjeść.

Byliśmy w Dźwirzynie ok. 20 km od Kołobrzegu. To kolejny raz kiedy zamiast samochodu wybraliśmy pociąg. Nie żałujemy! Wolę książkę, kawę i brak stresu. Pendolino (ok.6h) i Intercity(ok.4h) samochodem może być raz krócej, raz dłużej. Tyle, że w samochodzie książki nie poczytam, a i z bezpieczeństwem jest różnie.

W Dźwirzynie jest wiele pensjonatów i hoteli. Mogę polecić te, które osobiście sprawdziliśmy:

Pokoje Palicki klik.
Standard można porównać z hotelowym. Czysto, ręczniki, kosmetyki. Do dyspozycji wieszak na pranie, 2 aneksy kuchenne, taras lub balkon (zależy od pokoju), ogród z altanką i grillem. Leżaki oraz parawan.

Cristal SPA klik.
Standard bardzo w porządku. Czysto. W pokoju balkon. Do dyspozycji leżak i parawan. Na plażę wyjście bezpośrednio z hotelu. W nocy słychać szum morza. Stojąc na balkonie, można dostrzec morze za drzewami. Hotel posiada basen i jacuzzi. W ofercie zabiegi SPA i sauna. Śniadanie zjecie w formie szwedzkiego stołu w stołówce hotelowej za dodatkową opłatą. Z obiadów nie korzystaliśmy. Do hotelu przyłączona jest restauracja i kawiarnio - cukiernia. Sam hotel zapewnia również wyżywienie.

Zdjęcia i informacje na stronach są zgodne z rzeczywistością tam znajdziecie wszystkie niezbędne informacje.

Przed wyjazdem obawiałam się jednej rzeczy. Jak to będzie z naszymi obiadami. Czy znajdziemy coś dla nas? Czy może będę musiała gotować? W Karwi było ciężko. Jedna restauracja, w której mogliśmy zjeść i koniec. W Dźwirzynie na dzień dobry miłe zaskoczenie. Tutaj w każdej smażalni ryby z pieca. Dodatkowo restauracje z menu, w których potrawy miały znaczek przekreślonego kłosa.

Gdzie było bezglutenowo i pysznie?
Mam trzy miejsca, które postanowiłam wyróżnić bo nie ukrywam, że było pysznie. Oczywiście to moje subiektywne oceny.


Miejsce I

ALFORNO klik

Z menu polecam wszystko! Kucharz ma wyobraźnię. Nie próbowaliśmy pizzy, bo nie było bezglutenowych spodów. Wszystko jest w najlepszym porządku. Jedzenie, obsługa kelnerska i barman. Nastrój i muzyka pięć gwiazdek.
Na deser DUET PARFAIT. Koniecznie musicie tego spróbować jak tam będziecie.
I miejsce dla wszystkich potraw.


Miejsce II 

MESA klik

Bardzo smacznie. Karta bezglutenowa. Pycha.


Miejsce III

POBITE GARY klik

Dawno restauracja nie wzbudziła we mnie takich miłych emocji. Czułam się jak u wujka na obiedzie. Jedzenie przepyszne. Pan, który sprzedawał, od razu powiedział nam co jest bezglutenowe, a co nie. Świadomość i wiedza na temat bg potraw 100%.
Jedyny minus dla niektórych może płatność gotówką, ale dla takiego jedzenia warto wcześniej podejść do bankomatu. Polecam!

W samym Dźwirzynie roi się od knajp i restauracji. Jest dużo paździerza jak wszędzie. Te restauracje, o których wam napisałam są naprawdę warte uwagi. Ceny za jedzenie (za takie jedzenie) są również standardowe.

To pyły bardzo smaczne wakacje!

Wspomnę również o restauracji STACJA BAŁTYK tak ku przestrodze. Jedzenie rewelacja, ale właściciel pozwala palić papierosy tuż przy stoliku zabaw dla dzieci i w całym ogródku. Nie zapewnił również miejsca dla osób niepalących ponieważ był wieczór z muzyką na żywo. Dla mnie to dyskwalifikacja. Przychodząc zjeść nie chcę wdychać dymu z papierosów, już nie wspomnę o dzieciach. I jeszcze jedno. Nastrój. Dramat. Muzyka nie do zniesienia. Niby na żywo, ale wolałabym szanty niż pana w średnim wieku, który grał(a właściwie to jego parapet) i śpiewał piosenki z lat młodości moich rodziców. Muzyka ma być tłem, a nie irytować i przeszkadzać w konwersacji. Ta na żywo zazwyczaj wzbudza pozytywne emocje, u nas wzbudziła jedynie chęć jak najszybszego ewakuowania się z tego miejsca.
Zatem jedzenie pyszne, ale właściciel musi się jeszcze wiele napracować, aby coś z tego było.

Kilka miejsc i rzeczowych informacji może pomóc w organizacji świetnego urlopu.
A jak było zobaczcie na zdjęciach.








3 majcie się!
Kasia.

P.S. Jeszcze morskie grafiki dla was.







Czytaj dalej

Wakacje część I.


Krótko, ale treściwie. Wakacje minęły zdecydowanie zbyt szybko. Spędziliśmy 7 dni nad morzem, nie gotując (co w bezglutenowym życiu wydawałoby się dość trudne), mieszkając w miejscu, które przypomina nasz dom, a nie pensjonaty, w których bywaliśmy 25 lat temu ze swoimi rodzicami. Nie jedliśmy kebsa i nie popijaliśmy go Tyskaczem. Mój Janusz nie wstawał o 6:00 rano, żeby rozbić bazę, a ja nie wpierniczam gofrów na śniadanie.
Jeszcze za bardzo nie wyjechaliśmy, a pytania typu :
Polskie morze?
Przecież tam zimno i pada. A co jak będzie brzydka pogoda? (chciało by się powiedzieć: będę siedzieć w pubie i pić drinki, ale nie tym razem). W takim wypadku będzie... peleryna i na spacer.
Po pierwszej publikacji zdjęcia na FB padały pytania:
Prawie jak morsy 17 stopni?
Jak pusto na plaży. Gdzie to jesteście?
Nie pada?
17 stopni to jeszcze nie tragedia. Mimo, że było więcej i wietrznie, nie przeszkadzało to przecież w pieszych wędrówkach czy odpoczynku na plaży.
Na każdej plaży jest pusto. Zaufajcie mi. No chyba, że siedzimy z tymi, którym nogi gdzieś wcięło zanim wyruszyli na urlop. Oni siadają tuż przy zejściu do morza. Dosłownie blokując innym przejście. Zatem lepiej, żeby nikt nie musiał lecieć za potrzebą, bo jest do pokonania parawanowy labirynt.
Ze dwa razy spadł deszcz po południu, ale akurat wtedy jedliśmy obiad i jakby nawet nie zauważyliśmy tego zdarzenia.
Bardzo podobało mi się zdziwienie na twarzach niektórych jak dowiadywali się, że nie przyjechaliśmy samochodem. Kolejny raz Pendolino sprawdziło się w 100% i PKP też niczym nas nie zaskoczyło.
Myślę, że wszystko zależy od oczekiwań. Nie umiem siedzieć w miejscu. Nie lubię gorąca i kompania się w zupie. Nie twierdzę również, że to zły pomysł bo każdy robi to co lubi.
Nie wolałabym również, żeby ciągle padał deszcz. Na szczęście mieliśmy pogodę bez zarzutów.
Przez cały tydzień pokonaliśmy pieszo ponad 100 km. Do tego dochodzą wycieczki rowerowe. Gdybyśmy jechali samochodem ominęłyby nas dzikie plaże i piękne widoki.
Najbardziej w naszych wyjazdach intrygują mnie piesze wędrówki do pobliskich miejscowości.
Mijane plaże obnażają dzikość morza. Po takim kilometrażu naszą nagrodą zwykle jest pyszny obiad z deserem. Po chwili wytchnienia ruszamy z powrotem. 
Słyszałam od kogoś, że on to nie może tak, bo ma sześciolatka. Olga w tym roku skończyła 5 lat. Pokonała wszystkie te kilometry razem z nami. Wszystko zależy od nas.
Mam ochotę poleżeć to leżę. Mam chęć usiąść przy brzegu morza to siadam. Jadę z nastawieniem, że będzie do bani, to będzie do bani. Na szczęście jestem optymistą i nie mogłam się doczekać na wyjazd niezależnie od pogody. To był nasz czas!
Co mnie niemiłosiernie wkurza? No muszę o tym napisać. Ludzie, którzy przesiadują w pensjonacie pomimo pięknej pogody. Brudasy wchodzące do hotelu z nogami obklejonymi piaskiem do kolan.
Ciekawe czy ta pani z tym panem, których spotkałam w windzie weszliby w tym stanie do swojego domu. No cóż może tak, ale ja nie i to mnie wkurza.
Może ten mężczyzna, który wypił podczas śniadania duszkiem 5 kubeczków soku, a 6 kubeczek wziął do stolika myślał, że zabraknie ;). Albo ...  No już sama nie wiem. Za darmo było! To trzeba pić!
Nie wiem skąd to się bierze, ale jest tego dużo. Tekst Agaty Młynarskiej o Kiepskich na wakacjach, jest niestety bardzo prawdziwy.






Kochani odchodząc od wakacyjnych tematów. Dziękuję za wszystkie maile, które do mnie wysyłacie! Piszcie dalej!
Chciałam tylko zaznaczyć, że nie zawsze mogę odpisać od razu. Staram się, ale różnie bywa. Jestem w trakcie pisania dla Was posta o farbach. Maile w większości dotyczą tego tematu. Macie dużo wątpliwości. Postaram się rozwiać wszystkie! Pojawią się tematy, o których powinniście wiedzieć zanim podejmiecie ostateczną decyzję.
Zatem w kolejnym postcie jeszcze wakacje, a później słowo o farbach i odnowiony przedpokój.


3 majcie się!

Kasia.


Czytaj dalej

Antyperspirant. Naturalny, ekologiczny, antyalergiczny. Czy taki istnieje? DIY


Kiedy używałam komercyjnych antyperspirantów nie zwracałam uwagi na skład. Świadomość bowiem przychodzi z czasem. A może wiedziałam, że są szkodliwe, ale udawałam, że tego nie widzę? Kiedy wyrzuciłam chemię z domu przyjrzałam się im bliżej. W większości tych produktów w składzie pojawia się aluminium. Nie muszę tłumaczyć jakie to może mieć dla nas skutki zdrowotne.

W moich wpisach nie będę się rozpisywała o tym co zawierają dane produkty i dlaczego nie powinniśmy ich używać. Wiadomości wszędzie jest dosyć. Ja chce wam przekazać gotowe przepisy na kosmetyki. Jak wyglądał sam proces odstawienia, bo to okazuje się być bardzo ciekawe i pouczające.

Przecież to tylko taki zwykły antyperspirant. No to odstawiłam. Wiedziałam, że organizm może się buntować, ale nie podejrzewałam, że aż tak bardzo.
Kiedy używałam komercyjnych środków, nie raz po wyjściu z domu i wbiegnięciu do pracy po schodach czułam dyskomfort. Dlatego byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się ten domowy.


Zaznaczę, że to nie blokery! Nie blokują procesu pocenia się.
Po odstawieniu przez dobre cztery dni pociłam się dużo bardziej. Wręcz miałam wrażenie, że leje się ze mnie woda. Jednak ten przepis przebił wszystko czego używałam do tej pory. Zapach przyjemnej lawendy przez cały dzień bez grama dyskomfortu.

Aby go zrobić potrzebujecie trzech produktów:

ANTYPERSPIRANT I

  • soda oczyszczona ( spożywcza)
  • woda utleniona
  • olejek z drzewa herbacianego lub lawendowego ( ok.5 kropli)
Jeżeli chodzi o proporcje. Do 2ch łyżeczek sody dodajcie tyle wody utlenionej, aby zrobić papkę, która da się swobodnie rozprowadzić pod pachą.

Od tego kremu zaczęłam. Jednak kombinowałam dalej, aby jeszcze odżywić skórę pod pachami. Tak powstał przepis nr II.

ANTYPERSPIRANT II
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka masła shea
  • 1 łyżka sody oczyszczonej
  • 5 kropli olejku lawendowego
W kąpieli wodnej rozpuszczam masło i olej. Dodaję sodę i olejek. Krem zmienia swoją konsystencję w zależności od temperatury w pomieszczeniu.
Dodatkowo czasem dodaję 1 łyżkę wosku pszczelego. Wtedy to taki krem pod pachę ;).

Powyższe przepisy przetestowałam dosyć mocno. Od rana do wieczora. Dodatkowo wieczorem byłam na treningu i nic. Pocę się bo przecież to normalna, naturalna sprawa, ale nie czuć przykrego zapachu. 
Uwielbiam te przepisy. 
Jeżeli nie potrzebujecie mocnego antyperspirantu to polecam wam jeszcze jedno kryształ ałunu.
U mnie się sprawdza ok 6h. Po tym czasie muszę zastosować ponownie.

Kryształ ałunu jest świetny również dla mężczyzn. Szczególnie dla tych, którzy pocą się na plecach i klatce piersiowej. Jego używanie  poprawi wasz komfort osobisty. Zapomnicie o przykrych zapachach.

Mężczyźni mogą go również używać po goleniu. Działa odkażająco i antybakteryjnie.
Eliminuje świąd po ukąszeniach i tamuje krwawienie przy drobnych skaleczeniach. Warto nosić go ze sobą w torebce czy plecaku. Należy zmoczyć go wodą, posmarować i gotowe.

Macie swoje eko produkty?
Dajcie znać czy przepis również i u was się sprawdza.

3 majcie się!

Kasia.
Czytaj dalej

Ekologiczny płyn do prania. Czyli proszek w płynie skuteczny i bezpieczny.



Jeżeli nie macie przekonania co do ekologicznych środków czystości to zacznijcie od proszku do prania.
Wiele razy słyszałam, że skoro dobrej marki proszek nie spiera np. trawy, to jak ma sobie poradzić ten eco?
Co ja wam będę pisać. Działa i tyle! Jak ktoś nie wierzy musi spróbować, albo uwierzyć mi na slowo.

Zaznaczę tylko, że robię płyn bo wolę taką konsystencję. Możecie zrobić proszek z podanych składników i tylko wymieszać.

Jeżeli mówimy o szarym mydle to ja używam tego ciemnobrązowego.


SZARE MYDŁO W PŁYNIE
Jak zrobić szare mydło w płynie? 
Ścieramy na tarce ok. 1/4 kostki mydła do  litrowego słoika i zalewamy gorącą wodą. Mieszamy, aż się rozpuści. Po ostygnięciu odstawiamy na 2 dni. Mamy bazę do wykonania proszków, płynów i innych kosmetyków. Ta ilość wam wystarczy. Ja za pierwszym razem zrobiłam 10 l to zdecydowanie za dużo. 


PROSZEK DO PRANIA:
  • 1/2 szklanki startego mydła szarego
  • 1/2 szklanki boraksu 
  • 1/2 szklanki węglanu sodu 
  • 1/2 nadwęglan sodu
Składniki wystarczy wymieszać i używać ok 3 łyżek stołowych na pranie.


PŁYN DO PRANIA:
  • 1 l szarego mydła w płynie
  • 1/2 szklanki boraksu
  • 1/2 szklanki węglanu sodu
  • 1/2 nadwęglan sodu
  • ok 1-2 l gorącej wody 
Szare mydło mieszamy z boraksem, węglanem sodu i nadwęglanem. Po chwili mieszania wlewamy gorącą wodę tak, aby uzyskać średnio gęsty płyn. Mieszamy trzepaczką i odstawiamy na kilka godzin.Płyn pracuje, więc poczekajcie, aż opadnie i wtedy wlejcie go do słoików. Ja zostawiam go na noc.
Z podanej porcji powstało około 2,5 l płynu.
Dozuję ok. 50-70 ml na pranie.

Robię 3 prania tygodniowo o wadze 9kg.
Płynu wystarcza mi na ok. 20 prań.
Stosuję go do białego, kolorowego i czarnego. Nie widzę, aby ubrania blakły. Kolory wręcz są jakby żywsze. Pranie suszę w suszarce. Moje pranie nie ma kontaktu ze słońcem.

Kilka osób zapytało mnie czy ten proszek pachnie? Nie. Nie pachnie i nie dodaję do niego olejków eterycznych.
Za to zamiast płynu do płukania wlewam 100 ml octu spirytusowego i 15 kropli olejku herbacianego lub lawendowego. Czasem pichtowego lub goździkowego. Wszystko zależy od mojego humoru.

Odkąd stosuję eco produkty nie mamy problemów ze skórą.

Składniki kupuję na allegro w drogerii ekologicznej. Cena za pakiet do prania do koszt ok 35zł. Zrobicie z tego 5-6 serii proszku.

Pamiętajcie: Nie potrzeba wlewać pół litra płynu do pralki! Podana ilość wystarcza.
Dozujemy zdecydowanie za dużo.

A co na plamy zapytacie? Powyższy proszek rozrobiony z wodą na pastę lub płyn do prania nakładamy na plamę. Zalewamy wodą i odstawiamy na ok 5h. Pierzemy. Zwykle wystarcza.

Gdyby tylko temat eco na proszku się zakończył byłoby cudnie. To dopiero pierwszy krok. Ruszamy w dalszą drogę?

Myślę, że tak!



Pamiętajcie, że zawsze możecie kupić ekologiczne proszki, ale patrzcie na skład. Nawet te drogie ponoć przebadane zawierają detergenty. Kiedy robiłam przegląd bezpieczne okazały się tylko płatki mydlane. Zatem wybór jak dla mnie jest prosty.

Wybierzcie najlepszy sposób dla siebie. Jeżeli już pozostaniecie przy komercyjnych proszkach to postarajcie się ograniczyć dozowaną ilość. Dodatkowo czytajcie etykiety.
Zwracajcie uwagę na oznaczenia np. ecolabel i pamiętajcie, że jeżeli przyjazny dla środowiska nie zawsze przyjazny dla naszej skóry.




3 majcie się!
Kasia.






Czytaj dalej

EcoLOGIA. Jak sobie z nią poradzić?



Nasza pięcioletnia Olga (pomijając celiakie) reaguje wysypką skórną oraz kaszlem. Dzięki bardzo skrupulatnej diecie, znanym składom jestem w stanie wykluczyć, albo od razu rozpoznać na co zareagowała. Wyeliminowałam wszelkiego rodzaju cukierki i inne produkty ze sztucznymi barwnikami i konserwantami. Jednak kaszel nie zniknął.
Robimy testy w międzyczasie, ale już jakiś czas temu zrezygnowałam z chemii w domu.
Tak, tak. Całej chemii.

Ewa Kozioł i jej książka "Wyrzuć chemię z domu" nie tyle mi pomogła, co bardzo przekonała do zmian.
Wiedza zawarta w książce przyda się każdemu z Was, ale opowiem dzisiaj, co się u mnie sprawdza, a co nie. Napisze Wam co mi przeszkadza, a nigdzie o tym nie piszą.
Zatem zapraszam do lektury.

Zacznę od stwierdzenia " nie popadajmy w absurdy!" jeżeli stać nas na ekologiczne kosmetyki lub środki czystości to nie róbmy wszystkiego sami. Trzeba wiedzieć jakie eco środki są bezpieczne i którzy producenci są godni polecenia.

Nie wyrzuciłam wszystkiego od razu, ale zapakowałam do pudła i schowałam głęboko do garderoby. Zaopatrzyłam się w podstawowe naturalne produkty i czekałam na przesyłkę, bo w domu został tylko ocet i soda. Mało tego spakowałam do kolejnego worka wszystkie kosmetyki. Balsamy, mleczka do ciała, szampony i sztuczne mydła w płynie.
Zaczęłam się zastanawiać co dalej?

Nie było to takie trudne. Książka Ewy Kozioł dała mi pewną dozę informacji, internet okazał się skarbnicą eco wiedzy, a później zabrałam się do pracy.
Brakuje jednak wiadomości czy to, aby na pewno tak pięknie wygląda w praktyce jak opisują niektórzy.



Zacznę od zestawu do sprzątania.

7 kg sody oczyszczonej spożywczej
2 kg sody kalcynowanej
2 kg boraksu
10 l octu spirytusowego
8 kostek prawdziwego mydła szarego 65% lub 72%
1 kg nadwęglanu sodu
10 olejków eterycznych ( wykorzystywałam również do kosmetyków dlatego w zestawie z kosmetykami już ich nie dopisuję)
1 kg kwasku cytrynowego spożywczego


Dodatkowo do kosmetyków kupuję:

wosk pszczeli ok 200 gram ( można użyć naturalnej świecy z wosku pszczelego i zetrzeć)
1 l oleju kokosowego
olejek ze słodkich migdałów
olejek brzoskwiniowy
olejek z drzewa sandałowego
olej lniany
masło shea

To moje podstawowe zakupy na 4-5 miesięcy.



Z powyższych składników robię:

  • płyn do prania
  • zmiękczacz do prania
  • octy zapachowe do podłóg
  • uniwersalne środki czyszczące
  • mleczka do czyszczenia
  • mydło w płynie 20l
  • antyperspirant
  • spray uniwersalny do czyszczenia
  • kostki do toalety
  • proszek do zmywarki
  • proszek, dezodorant do dywanów
  • płyn i kremy do twarzy
  • perfumy
  • balsamy do ust
Rozwarstwienie niektórych specyfików to proces naturalny. Wystarczy wstrząsnąć przed użyciem.
Koszt wszystkich składników to ok 300zł i spokojnie mi wystarcza na ok.5 miesięcy.

Pierwsza rzecz, z którą się zetkniecie to brak piany. Aaa... Nic się nie pieni! Dla wielu będzie to problem, jednak myślę, że da się do tego przyzwyczaić. Mnie nie przeszkadza. Jedynie Pan konserwator naprawiający suszarkę na pranie zafifrał mi całą łazienkę myjąc ręce, bo się nie pieniło przecież ;).
Kiedy zaczniecie używać mydła będzie ono pozostawiało osad. Tu kwestia nauczenia rodziny, aby przetrzeć ochlapane baterie i po kąpaniu przepłukać wannę lub brodzik. Może to być dla niektórych bardzo trudne i nie do przeskoczenia.
Na początku eko sprzątania miałam wrażenie, że aby utrzymać czystość w domu i nie mieć osadu w łazience będę spędzała codziennie godziny na sprzątaniu. Wystarczyło poprosić rodzinę, aby również starali się po sobie sprzątać. Pokazać im jak to teraz będzie wyglądało i już. Udało się!

Wypróbowałam wszystkie możliwe przepisy na płyn do mycia naczyń dostępne w internecie. Niestety żaden mnie nie zadowolił.
Prawie idealny okazał się ocet z solą rozpuszczony w wodzie i kilkoma kroplami olejku eterycznego( ten to się już zupełnie nie pieni), ale niestety nie radzi sobie z tłuszczem tak jak bym chciała, dlatego postanowiłam kupić płyn ekologiczny. Przypomniało mi się, że kiedyś kupowałam taki z żabą marki Frosch cena ok. 8 zł. Płyn się nie pieni jak ten komercyjny z silikonami i parabenami oraz innymi aktywatorami, ale jest świetny, sprawdza się przy tłuszczu  i jest ekologiczny. Rozcieńczam go z wodą i 0,5 l wystarcza mi na 2 miesiące. Odzwyczaiłam się od gęstej konsystencji, po za tym mam zmywarkę i stosuję dozownik.


Pokochałam pachnące cytrynowe i lawendowe octy, proszek do dywanów, spray do okien, kostki do toalety, mydło do włosów i antyperspirant ( bez aluminium - jest skuteczniejszy od komercyjnych preparatów).


Po miesiącu używania eco produktów zapakowałam całą chemię i zawiozłam do przyjaciółki, która ją jeszcze używa. 
Zmiany jakie zaszły w moim organizmie są ogromne. Zniknęła suchość na skórze, włosy przestały się przetłuszczać, a twarz po toniku z rumianku odzyskała zdrowy wygląd. I co bardzo istotne nie muszę już myć włosów każdego dnia. 
Zaczęłam od detoksu włosów przez mycie ich szarym mydłem, płukankami z ziół i innymi specyfikami z babcinej apteczki, ale niestety to nie dla mnie.
Obciążają włosy i wyglądają jak posmarowane smalcem. Jednak nie poddałam się w poszukiwaniu szamponu idealnego bez SLS, parabenów i innych chemikaliów.
Zaczęłam szperać w internecie i odkryłam takie malutkie mydło melisowe czyli szampon w kostce. Nie zamienię go już na żaden inny specyfik do włosów. Jest dosyć drogie bo 40g kosztuje 35zł, ale warto ponieważ starcza na 2 miesiące dla mnie i moich dwóch córek. Jest zaskakująco wydajne.
Co jeszcze?
Przestałam mieć problemy z gardłem. Odkryłam eko sposób na gardłową infekcję, a moja Olga coraz mniej kaszle. Mało tego w domu nie kaszle wcale.
Nie będę jednak nikogo przekonywać bo, aby coś zmienić trzeba być do tego zmuszonym bądź przekonanym. Jeżeli jesteście ciekawi przepisów na moje eko środki czyszczące i chcecie się dowiedzieć więcej np. o moim mydle do włosów, postów będzie więcej.
Dowiecie się jak to było i co się zmieniło. Jak 7 kg sody wygląda w mojej pralni i dlaczego płyn do prania zaczął bulgotać i wylewać się jak wulkaniczna lawa.

Pozbyliście się chemii z domu?

Dla mnie ekologia w żywieniu i w domu jest sposobem na życie. Jesteście gotowi na zmiany?

A może twierdzicie, że to bujda i szkoda czasu?

Hmmm... Ja przekonałam się, że działa i udowodnię wam jak prosto z przyjemnością dbać o dom i siebie. 

3 majcie się.

Kasia.







Czytaj dalej

W kolorze blue.



Dawno mnie tu nie było. Nie miałam czasu, ani chęci do stworzenia czegoś nowego.
Nawał pracy i nowe wyzwania pochłonęły mnie bez reszty.

Przyszedł czas, kiedy zwyczajnie naszła mnie ochota na zrobienie kilku zdjęć i napisanie kilku zdań.
Chyba doszłam do pewnego etapu w swoim życiu, bo niczego ostatnio nie zmieniam. Dobrze mi z tym co jest.
Szyję i to nawet całkiem dużo pomimo pracy i obowiązków.
Ostatnio brakowało mi czasu kiedy mogłam poleniuchować. Tak zwyczajnie nic nie robić.
Nie przejmować się sprzątaniem czy obiadem.

Kochani mija prawie pięć lat odkąd piszę bloga i sześć odkąd zaczęłam szyciowo-eco-lifestylową przygodę. Pisanie bloga wywróciło moje życie do góry nogami. Zaczęłam robić to co kocham i zmieniać otoczenie według moich potrzeb, a nie dostosowywać się do zastanego.






I tak oto mija mi wolna niedziela w kolorze blue.
Bez pośpiechu i obowiązków. Dlaczego niebieska? Nie mam pojęcia! Chyba potrzeba wakacji sprawia, że otaczam się kolorami morza.

Jutro praca, ale dzisiaj jeszcze szklanka lemoniady i bezglutenowe ciasto z porzeczkami



Chciałabym już niebawem opowiedzieć wam moją eco historię, ale nie mam na myśli tylko tego co jemy, ale i z tym czego używamy na co dzień np. w łazience czy kuchni. 

Zmieniłam swoje przyzwyczajenia i była to bardzo radykalna zmiana. Pozbyłam się chemii z jedzenia już dawno, a teraz z domu i wszystkiego czego używam do prania, mycia i sprzątania.
Przygotowuję dla Was coś specjalnego, ale kiedy i co? Jeszcze nie wiem. Zatem zaglądajcie.




Jeszcze mini zamówienie specjalne. Mini sówka dla małej królewny.


W ostatnim czasie przetoczyły się przez moją pracownie konie, koty sowy i stada królików, ale to temat na kolejnego posta.

3 majcie się.
Kasia.

Czytaj dalej