Żelazko parowe Philips Performer Plus GC4501/20 opinia.


Na początku chciałam zaznaczyć, że nie współpracuję z firmą Philips (póki co ;)) i moja opinia jest subiektywna.

Prasowania nienawidzę, a co za tym idzie satysfakcja z zakupu nawet najlepszego żelazka byłaby najwyżej średnia. Tak mi się przynajmniej wydawało.
Zanim kupiłam żelazko rozmawiałam ze znajomymi czy mogą mi coś polecić. Usłyszałam różne opinie i co najlepsze stacja parowa od razu została skreślona z listy, ze względu na swoją cenę i trudność w czyszczeniu.
Załatwiłam już dwa żelazka. Kamień i prasowanie różnych materiałów spowodowało, że odmówiły współpracy.

Czego szukałam?

- stopa ceramiczna - prasowanie różnych tkanin bez potrzeby zmiany temperatury
- możliwość łatwego czyszczenia z kamienia
- parowanie poziome i pionowe
- system eco
- minimum 2400 W


PHILIPS AZUR PERFORMER PLUS GC4501/20

Producenci obiecują nam tyle, że mam wrażenie, że owo cudo będzie wykonywało za mnie czarną robotę. Dlatego starałam się nie patrzeć na obietnice, a skupić się na funkcjach dla mnie ważnych.

Prócz wagi PHILIPS AZUR PERFORMER PLUS GC4501/20 spełnia wszystkie moje kryteria. Cena żelazka waha się od 239zł w internecie, do nawet 329zł w sklepie. 
W Auchan zakupiłam go w promocyjnej cenie za 199zł.

Jako, że zakupem było żelazko nie byłam w euforycznym stanie pozakupowym. Od razu rzuciłam mu wyzwanie! Znienawidzona koszula mojego męża, gruba bawełna, wyprana i wysuszona w suszarce. Jeden wielki gniot.
Myślę, że wiecie o jakie zagniecenia mi chodzi. Poszło...
Żelazko nagrzało się błyskawicznie. Zaczęło się...

No i na wstępie nie polubiliśmy się z Filipem. Hmm... jednak im dłużej nim prasowałam znajdowałam plusy. Takie małe niespodzianki. Na początku nie było tak jak bym chciała. Czyli nie prasował za mnie. Jednak udało mu się z moją pomocą wyprasować tą koszulę na -5. No dobra +4. Tyle, że moje poprzednie żelazko nawet by jej nie ruszyło.
Przebrnełam na wstępie przez samo zło, włączyłam film i jakoś tak mi minął cały dzień na testowaniu nowego kolegi. W dodatku było bardzo miło kiedy wyprana i wysuszona w suszarce pościel prostowała się jakby sama.

Co mnie zaskoczyło? Czubek żelazka. Jest rewelacyjny! Wchodzi pomiędzy guziki i nie ma problemu z małymi elementami na ubrankach pięciolatki.

Przetestowałam go na wszystkich możliwych tkaninach i tylko na tiulu musiałam zmniejszyć temperaturę. Prasowanie parą zarówno w pionie jak i w poziomie jest na 5+. W skali 6 cio stopniowej.
Wyprasowałam trzy dziewięciokilowe prania z koszulami włącznie, plus podwójna pościel i bawełniane prześcieradło z gumką w ok 5h . Wcześniej ten czas musiałabym liczyć razy dwa. Zatem jestem mile zaskoczona.
Jeżeli chodzi o prasowanie pościeli po wysuszeniu w suszarce, jestem bardzo, bardzo mile zaskoczona. Dlatego podkreślam to dwukrotnie.

Żelazko posiada szufladę czyszczącą z kamienia. Nie powiem wam jak działa (jeszcze), ale jak przyjdzie czas uzupełnię wpis.

Zaznaczę, że wodę wlewam przefiltrowaną, więc może nie będzie konieczności.

Kiedy koleżanka mówiła mi, że prasowanie ją relaksuje zastanawiałam się co bierze. Dzisiaj mogę przyznać, że wczorajsze prasowanie nie było traumą, a przyjemnością. Zastanawiam się właśnie co wyprać, żeby móc coś wyprasować.
To chyba najlepsza opinia.





Za 199zł miłe zaskoczenie. Chyba polubię prasowanie!

Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie w komentarzach.




3 majcie się!

Kasia.

Czytaj dalej

Czas na trening!


Zaczęło się tak ok. 8:00. Z tyłu głowy już wiedziałam, że coś się dzieje. Ostatnie 2 tygodnie odpuściłam- wirus mnie dopadł - trudno.
Myślałam, że tak jeszcze trochę poleniuchuję, ale w niedziele porwała mnie Salsa. Oj... nie doceniałam tych ruchów bioder  ;).
Dzisiaj tak ok 8*30 mój osobisty chochlik mówił do mnie, żeby zamiast pobiegać iść na jogę, ale o jajkach mi się przypomniało, że odebrać muszę. I tak się zrobiła 10:00.
No dobra, niech już będzie ten spacer. Wezmę słuchawki i idziemy z synkiem (czytaj psem).
Szukam w szufladzie, kurtce, sypialni i gdzie się tylko da. Przekopuję strefę zrzutu jedenastolatki.
I tak moja cierpliwość wygasa z minuty na minutę. Stan co najmniej przedrzucawkowy. Przede mną słuchawki Pana Słonia w owym rozmiarze i ja. Zła na cały świat bo coś zostało zaburzone. Nie poszło po mojej myśli.
Nagle chochlik znikł. Już nie mówił nie idź. Wręcz przeciwnie. Musisz założyć te słuchawki XXL i biegnij, bo inaczej dzień będzie gorący.
No i poszłam w różowych butach z czapką na głowie i jakimiś mega wielkimi nausznikami, w których wyglądałam co najmniej dziwnie.
Na szybko 6 km, ale bez zbędnego pośpiechu z synkiem przy nodze.
I wiecie co? Jest dobrze! I tak sobie myślę, że tu nie chodziło o te słuchawki, o ten bałagan u Julii w pokoju.
Wybiegane? Wybiegane! Można pędzić dalej...


Kiedy nie możecie iść pobiegać, polecam na niepogodę:

Salsa solo dla Pań z Sylwią Śmietaną klik, a jakby było wam mało, tak jak mnie to spotkajmy się na Turbo u Patryka Tomaszewskiego w czwartek o 21:00 klik.

Miłego dnia!
Kasia.
Czytaj dalej