Czas na trening!


Zaczęło się tak ok. 8:00. Z tyłu głowy już wiedziałam, że coś się dzieje. Ostatnie 2 tygodnie odpuściłam- wirus mnie dopadł - trudno.
Myślałam, że tak jeszcze trochę poleniuchuję, ale w niedziele porwała mnie Salsa. Oj... nie doceniałam tych ruchów bioder  ;).
Dzisiaj tak ok 8*30 mój osobisty chochlik mówił do mnie, żeby zamiast pobiegać iść na jogę, ale o jajkach mi się przypomniało, że odebrać muszę. I tak się zrobiła 10:00.
No dobra, niech już będzie ten spacer. Wezmę słuchawki i idziemy z synkiem (czytaj psem).
Szukam w szufladzie, kurtce, sypialni i gdzie się tylko da. Przekopuję strefę zrzutu jedenastolatki.
I tak moja cierpliwość wygasa z minuty na minutę. Stan co najmniej przedrzucawkowy. Przede mną słuchawki Pana Słonia w owym rozmiarze i ja. Zła na cały świat bo coś zostało zaburzone. Nie poszło po mojej myśli.
Nagle chochlik znikł. Już nie mówił nie idź. Wręcz przeciwnie. Musisz założyć te słuchawki XXL i biegnij, bo inaczej dzień będzie gorący.
No i poszłam w różowych butach z czapką na głowie i jakimiś mega wielkimi nausznikami, w których wyglądałam co najmniej dziwnie.
Na szybko 6 km, ale bez zbędnego pośpiechu z synkiem przy nodze.
I wiecie co? Jest dobrze! I tak sobie myślę, że tu nie chodziło o te słuchawki, o ten bałagan u Julii w pokoju.
Wybiegane? Wybiegane! Można pędzić dalej...


Kiedy nie możecie iść pobiegać, polecam na niepogodę:

Salsa solo dla Pań z Sylwią Śmietaną klik, a jakby było wam mało, tak jak mnie to spotkajmy się na Turbo u Patryka Tomaszewskiego w czwartek o 21:00 klik.

Miłego dnia!
Kasia.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!