Wakacje cz. II.


Przepis na dobre wakacje istnieje.
Dobre jedzenie i rodzina. Mnie wystarczają te dwa składniki.
Dzisiaj, aby uprościć zadanie tym, którzy planują przyszłoroczny urlop powiem gdzie się dobrze wyspać i gdzie zjeść.

Byliśmy w Dźwirzynie ok. 20 km od Kołobrzegu. To kolejny raz kiedy zamiast samochodu wybraliśmy pociąg. Nie żałujemy! Wolę książkę, kawę i brak stresu. Pendolino (ok.6h) i Intercity(ok.4h) samochodem może być raz krócej, raz dłużej. Tyle, że w samochodzie książki nie poczytam, a i z bezpieczeństwem jest różnie.

W Dźwirzynie jest wiele pensjonatów i hoteli. Mogę polecić te, które osobiście sprawdziliśmy:

Pokoje Palicki klik.
Standard można porównać z hotelowym. Czysto, ręczniki, kosmetyki. Do dyspozycji wieszak na pranie, 2 aneksy kuchenne, taras lub balkon (zależy od pokoju), ogród z altanką i grillem. Leżaki oraz parawan.

Cristal SPA klik.
Standard bardzo w porządku. Czysto. W pokoju balkon. Do dyspozycji leżak i parawan. Na plażę wyjście bezpośrednio z hotelu. W nocy słychać szum morza. Stojąc na balkonie, można dostrzec morze za drzewami. Hotel posiada basen i jacuzzi. W ofercie zabiegi SPA i sauna. Śniadanie zjecie w formie szwedzkiego stołu w stołówce hotelowej za dodatkową opłatą. Z obiadów nie korzystaliśmy. Do hotelu przyłączona jest restauracja i kawiarnio - cukiernia. Sam hotel zapewnia również wyżywienie.

Zdjęcia i informacje na stronach są zgodne z rzeczywistością tam znajdziecie wszystkie niezbędne informacje.

Przed wyjazdem obawiałam się jednej rzeczy. Jak to będzie z naszymi obiadami. Czy znajdziemy coś dla nas? Czy może będę musiała gotować? W Karwi było ciężko. Jedna restauracja, w której mogliśmy zjeść i koniec. W Dźwirzynie na dzień dobry miłe zaskoczenie. Tutaj w każdej smażalni ryby z pieca. Dodatkowo restauracje z menu, w których potrawy miały znaczek przekreślonego kłosa.

Gdzie było bezglutenowo i pysznie?
Mam trzy miejsca, które postanowiłam wyróżnić bo nie ukrywam, że było pysznie. Oczywiście to moje subiektywne oceny.


Miejsce I

ALFORNO klik

Z menu polecam wszystko! Kucharz ma wyobraźnię. Nie próbowaliśmy pizzy, bo nie było bezglutenowych spodów. Wszystko jest w najlepszym porządku. Jedzenie, obsługa kelnerska i barman. Nastrój i muzyka pięć gwiazdek.
Na deser DUET PARFAIT. Koniecznie musicie tego spróbować jak tam będziecie.
I miejsce dla wszystkich potraw.


Miejsce II 

MESA klik

Bardzo smacznie. Karta bezglutenowa. Pycha.


Miejsce III

POBITE GARY klik

Dawno restauracja nie wzbudziła we mnie takich miłych emocji. Czułam się jak u wujka na obiedzie. Jedzenie przepyszne. Pan, który sprzedawał, od razu powiedział nam co jest bezglutenowe, a co nie. Świadomość i wiedza na temat bg potraw 100%.
Jedyny minus dla niektórych może płatność gotówką, ale dla takiego jedzenia warto wcześniej podejść do bankomatu. Polecam!

W samym Dźwirzynie roi się od knajp i restauracji. Jest dużo paździerza jak wszędzie. Te restauracje, o których wam napisałam są naprawdę warte uwagi. Ceny za jedzenie (za takie jedzenie) są również standardowe.

To pyły bardzo smaczne wakacje!

Wspomnę również o restauracji STACJA BAŁTYK tak ku przestrodze. Jedzenie rewelacja, ale właściciel pozwala palić papierosy tuż przy stoliku zabaw dla dzieci i w całym ogródku. Nie zapewnił również miejsca dla osób niepalących ponieważ był wieczór z muzyką na żywo. Dla mnie to dyskwalifikacja. Przychodząc zjeść nie chcę wdychać dymu z papierosów, już nie wspomnę o dzieciach. I jeszcze jedno. Nastrój. Dramat. Muzyka nie do zniesienia. Niby na żywo, ale wolałabym szanty niż pana w średnim wieku, który grał(a właściwie to jego parapet) i śpiewał piosenki z lat młodości moich rodziców. Muzyka ma być tłem, a nie irytować i przeszkadzać w konwersacji. Ta na żywo zazwyczaj wzbudza pozytywne emocje, u nas wzbudziła jedynie chęć jak najszybszego ewakuowania się z tego miejsca.
Zatem jedzenie pyszne, ale właściciel musi się jeszcze wiele napracować, aby coś z tego było.

Kilka miejsc i rzeczowych informacji może pomóc w organizacji świetnego urlopu.
A jak było zobaczcie na zdjęciach.








3 majcie się!
Kasia.

P.S. Jeszcze morskie grafiki dla was.







Czytaj dalej

Wakacje część I.


Krótko, ale treściwie. Wakacje minęły zdecydowanie zbyt szybko. Spędziliśmy 7 dni nad morzem, nie gotując (co w bezglutenowym życiu wydawałoby się dość trudne), mieszkając w miejscu, które przypomina nasz dom, a nie pensjonaty, w których bywaliśmy 25 lat temu ze swoimi rodzicami. Nie jedliśmy kebsa i nie popijaliśmy go Tyskaczem. Mój Janusz nie wstawał o 6:00 rano, żeby rozbić bazę, a ja nie wpierniczam gofrów na śniadanie.
Jeszcze za bardzo nie wyjechaliśmy, a pytania typu :
Polskie morze?
Przecież tam zimno i pada. A co jak będzie brzydka pogoda? (chciało by się powiedzieć: będę siedzieć w pubie i pić drinki, ale nie tym razem). W takim wypadku będzie... peleryna i na spacer.
Po pierwszej publikacji zdjęcia na FB padały pytania:
Prawie jak morsy 17 stopni?
Jak pusto na plaży. Gdzie to jesteście?
Nie pada?
17 stopni to jeszcze nie tragedia. Mimo, że było więcej i wietrznie, nie przeszkadzało to przecież w pieszych wędrówkach czy odpoczynku na plaży.
Na każdej plaży jest pusto. Zaufajcie mi. No chyba, że siedzimy z tymi, którym nogi gdzieś wcięło zanim wyruszyli na urlop. Oni siadają tuż przy zejściu do morza. Dosłownie blokując innym przejście. Zatem lepiej, żeby nikt nie musiał lecieć za potrzebą, bo jest do pokonania parawanowy labirynt.
Ze dwa razy spadł deszcz po południu, ale akurat wtedy jedliśmy obiad i jakby nawet nie zauważyliśmy tego zdarzenia.
Bardzo podobało mi się zdziwienie na twarzach niektórych jak dowiadywali się, że nie przyjechaliśmy samochodem. Kolejny raz Pendolino sprawdziło się w 100% i PKP też niczym nas nie zaskoczyło.
Myślę, że wszystko zależy od oczekiwań. Nie umiem siedzieć w miejscu. Nie lubię gorąca i kompania się w zupie. Nie twierdzę również, że to zły pomysł bo każdy robi to co lubi.
Nie wolałabym również, żeby ciągle padał deszcz. Na szczęście mieliśmy pogodę bez zarzutów.
Przez cały tydzień pokonaliśmy pieszo ponad 100 km. Do tego dochodzą wycieczki rowerowe. Gdybyśmy jechali samochodem ominęłyby nas dzikie plaże i piękne widoki.
Najbardziej w naszych wyjazdach intrygują mnie piesze wędrówki do pobliskich miejscowości.
Mijane plaże obnażają dzikość morza. Po takim kilometrażu naszą nagrodą zwykle jest pyszny obiad z deserem. Po chwili wytchnienia ruszamy z powrotem. 
Słyszałam od kogoś, że on to nie może tak, bo ma sześciolatka. Olga w tym roku skończyła 5 lat. Pokonała wszystkie te kilometry razem z nami. Wszystko zależy od nas.
Mam ochotę poleżeć to leżę. Mam chęć usiąść przy brzegu morza to siadam. Jadę z nastawieniem, że będzie do bani, to będzie do bani. Na szczęście jestem optymistą i nie mogłam się doczekać na wyjazd niezależnie od pogody. To był nasz czas!
Co mnie niemiłosiernie wkurza? No muszę o tym napisać. Ludzie, którzy przesiadują w pensjonacie pomimo pięknej pogody. Brudasy wchodzące do hotelu z nogami obklejonymi piaskiem do kolan.
Ciekawe czy ta pani z tym panem, których spotkałam w windzie weszliby w tym stanie do swojego domu. No cóż może tak, ale ja nie i to mnie wkurza.
Może ten mężczyzna, który wypił podczas śniadania duszkiem 5 kubeczków soku, a 6 kubeczek wziął do stolika myślał, że zabraknie ;). Albo ...  No już sama nie wiem. Za darmo było! To trzeba pić!
Nie wiem skąd to się bierze, ale jest tego dużo. Tekst Agaty Młynarskiej o Kiepskich na wakacjach, jest niestety bardzo prawdziwy.






Kochani odchodząc od wakacyjnych tematów. Dziękuję za wszystkie maile, które do mnie wysyłacie! Piszcie dalej!
Chciałam tylko zaznaczyć, że nie zawsze mogę odpisać od razu. Staram się, ale różnie bywa. Jestem w trakcie pisania dla Was posta o farbach. Maile w większości dotyczą tego tematu. Macie dużo wątpliwości. Postaram się rozwiać wszystkie! Pojawią się tematy, o których powinniście wiedzieć zanim podejmiecie ostateczną decyzję.
Zatem w kolejnym postcie jeszcze wakacje, a później słowo o farbach i odnowiony przedpokój.


3 majcie się!

Kasia.


Czytaj dalej

Antyperspirant. Naturalny, ekologiczny, antyalergiczny. Czy taki istnieje? DIY


Kiedy używałam komercyjnych antyperspirantów nie zwracałam uwagi na skład. Świadomość bowiem przychodzi z czasem. A może wiedziałam, że są szkodliwe, ale udawałam, że tego nie widzę? Kiedy wyrzuciłam chemię z domu przyjrzałam się im bliżej. W większości tych produktów w składzie pojawia się aluminium. Nie muszę tłumaczyć jakie to może mieć dla nas skutki zdrowotne.

W moich wpisach nie będę się rozpisywała o tym co zawierają dane produkty i dlaczego nie powinniśmy ich używać. Wiadomości wszędzie jest dosyć. Ja chce wam przekazać gotowe przepisy na kosmetyki. Jak wyglądał sam proces odstawienia, bo to okazuje się być bardzo ciekawe i pouczające.

Przecież to tylko taki zwykły antyperspirant. No to odstawiłam. Wiedziałam, że organizm może się buntować, ale nie podejrzewałam, że aż tak bardzo.
Kiedy używałam komercyjnych środków, nie raz po wyjściu z domu i wbiegnięciu do pracy po schodach czułam dyskomfort. Dlatego byłam bardzo ciekawa jak sprawdzi się ten domowy.


Zaznaczę, że to nie blokery! Nie blokują procesu pocenia się.
Po odstawieniu przez dobre cztery dni pociłam się dużo bardziej. Wręcz miałam wrażenie, że leje się ze mnie woda. Jednak ten przepis przebił wszystko czego używałam do tej pory. Zapach przyjemnej lawendy przez cały dzień bez grama dyskomfortu.

Aby go zrobić potrzebujecie trzech produktów:

ANTYPERSPIRANT I

  • soda oczyszczona ( spożywcza)
  • woda utleniona
  • olejek z drzewa herbacianego lub lawendowego ( ok.5 kropli)
Jeżeli chodzi o proporcje. Do 2ch łyżeczek sody dodajcie tyle wody utlenionej, aby zrobić papkę, która da się swobodnie rozprowadzić pod pachą.

Od tego kremu zaczęłam. Jednak kombinowałam dalej, aby jeszcze odżywić skórę pod pachami. Tak powstał przepis nr II.

ANTYPERSPIRANT II
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 łyżka masła shea
  • 1 łyżka sody oczyszczonej
  • 5 kropli olejku lawendowego
W kąpieli wodnej rozpuszczam masło i olej. Dodaję sodę i olejek. Krem zmienia swoją konsystencję w zależności od temperatury w pomieszczeniu.
Dodatkowo czasem dodaję 1 łyżkę wosku pszczelego. Wtedy to taki krem pod pachę ;).

Powyższe przepisy przetestowałam dosyć mocno. Od rana do wieczora. Dodatkowo wieczorem byłam na treningu i nic. Pocę się bo przecież to normalna, naturalna sprawa, ale nie czuć przykrego zapachu. 
Uwielbiam te przepisy. 
Jeżeli nie potrzebujecie mocnego antyperspirantu to polecam wam jeszcze jedno kryształ ałunu.
U mnie się sprawdza ok 6h. Po tym czasie muszę zastosować ponownie.

Kryształ ałunu jest świetny również dla mężczyzn. Szczególnie dla tych, którzy pocą się na plecach i klatce piersiowej. Jego używanie  poprawi wasz komfort osobisty. Zapomnicie o przykrych zapachach.

Mężczyźni mogą go również używać po goleniu. Działa odkażająco i antybakteryjnie.
Eliminuje świąd po ukąszeniach i tamuje krwawienie przy drobnych skaleczeniach. Warto nosić go ze sobą w torebce czy plecaku. Należy zmoczyć go wodą, posmarować i gotowe.

Macie swoje eko produkty?
Dajcie znać czy przepis również i u was się sprawdza.

3 majcie się!

Kasia.
Czytaj dalej