Wakacje część I.


Krótko, ale treściwie. Wakacje minęły zdecydowanie zbyt szybko. Spędziliśmy 7 dni nad morzem, nie gotując (co w bezglutenowym życiu wydawałoby się dość trudne), mieszkając w miejscu, które przypomina nasz dom, a nie pensjonaty, w których bywaliśmy 25 lat temu ze swoimi rodzicami. Nie jedliśmy kebsa i nie popijaliśmy go Tyskaczem. Mój Janusz nie wstawał o 6:00 rano, żeby rozbić bazę, a ja nie wpierniczam gofrów na śniadanie.
Jeszcze za bardzo nie wyjechaliśmy, a pytania typu :
Polskie morze?
Przecież tam zimno i pada. A co jak będzie brzydka pogoda? (chciało by się powiedzieć: będę siedzieć w pubie i pić drinki, ale nie tym razem). W takim wypadku będzie... peleryna i na spacer.
Po pierwszej publikacji zdjęcia na FB padały pytania:
Prawie jak morsy 17 stopni?
Jak pusto na plaży. Gdzie to jesteście?
Nie pada?
17 stopni to jeszcze nie tragedia. Mimo, że było więcej i wietrznie, nie przeszkadzało to przecież w pieszych wędrówkach czy odpoczynku na plaży.
Na każdej plaży jest pusto. Zaufajcie mi. No chyba, że siedzimy z tymi, którym nogi gdzieś wcięło zanim wyruszyli na urlop. Oni siadają tuż przy zejściu do morza. Dosłownie blokując innym przejście. Zatem lepiej, żeby nikt nie musiał lecieć za potrzebą, bo jest do pokonania parawanowy labirynt.
Ze dwa razy spadł deszcz po południu, ale akurat wtedy jedliśmy obiad i jakby nawet nie zauważyliśmy tego zdarzenia.
Bardzo podobało mi się zdziwienie na twarzach niektórych jak dowiadywali się, że nie przyjechaliśmy samochodem. Kolejny raz Pendolino sprawdziło się w 100% i PKP też niczym nas nie zaskoczyło.
Myślę, że wszystko zależy od oczekiwań. Nie umiem siedzieć w miejscu. Nie lubię gorąca i kompania się w zupie. Nie twierdzę również, że to zły pomysł bo każdy robi to co lubi.
Nie wolałabym również, żeby ciągle padał deszcz. Na szczęście mieliśmy pogodę bez zarzutów.
Przez cały tydzień pokonaliśmy pieszo ponad 100 km. Do tego dochodzą wycieczki rowerowe. Gdybyśmy jechali samochodem ominęłyby nas dzikie plaże i piękne widoki.
Najbardziej w naszych wyjazdach intrygują mnie piesze wędrówki do pobliskich miejscowości.
Mijane plaże obnażają dzikość morza. Po takim kilometrażu naszą nagrodą zwykle jest pyszny obiad z deserem. Po chwili wytchnienia ruszamy z powrotem. 
Słyszałam od kogoś, że on to nie może tak, bo ma sześciolatka. Olga w tym roku skończyła 5 lat. Pokonała wszystkie te kilometry razem z nami. Wszystko zależy od nas.
Mam ochotę poleżeć to leżę. Mam chęć usiąść przy brzegu morza to siadam. Jadę z nastawieniem, że będzie do bani, to będzie do bani. Na szczęście jestem optymistą i nie mogłam się doczekać na wyjazd niezależnie od pogody. To był nasz czas!
Co mnie niemiłosiernie wkurza? No muszę o tym napisać. Ludzie, którzy przesiadują w pensjonacie pomimo pięknej pogody. Brudasy wchodzące do hotelu z nogami obklejonymi piaskiem do kolan.
Ciekawe czy ta pani z tym panem, których spotkałam w windzie weszliby w tym stanie do swojego domu. No cóż może tak, ale ja nie i to mnie wkurza.
Może ten mężczyzna, który wypił podczas śniadania duszkiem 5 kubeczków soku, a 6 kubeczek wziął do stolika myślał, że zabraknie ;). Albo ...  No już sama nie wiem. Za darmo było! To trzeba pić!
Nie wiem skąd to się bierze, ale jest tego dużo. Tekst Agaty Młynarskiej o Kiepskich na wakacjach, jest niestety bardzo prawdziwy.






Kochani odchodząc od wakacyjnych tematów. Dziękuję za wszystkie maile, które do mnie wysyłacie! Piszcie dalej!
Chciałam tylko zaznaczyć, że nie zawsze mogę odpisać od razu. Staram się, ale różnie bywa. Jestem w trakcie pisania dla Was posta o farbach. Maile w większości dotyczą tego tematu. Macie dużo wątpliwości. Postaram się rozwiać wszystkie! Pojawią się tematy, o których powinniście wiedzieć zanim podejmiecie ostateczną decyzję.
Zatem w kolejnym postcie jeszcze wakacje, a później słowo o farbach i odnowiony przedpokój.


3 majcie się!

Kasia.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!