Wakacje cz.I. Dlaczego Malta?


To była upragniona i bardzo długo wyczekiwana podróż.
Nie będę pisać o all inclusive, jedzeniu hotelowym czy basenie z widokiem na morze. Zabiorę Was w miejsca zwyczajne, a jednocześnie wyjątkowe. Nie znajdziecie ich w przewodnikach. Opowiem o ludziach i zwyczajach na Malcie. Wyspie dla mnie, co najmniej wyjątkowej.
Nie wyobrażam sobie jechać do innego kraju i nie móc go poznać od podszewki wraz z mieszkańcami i ich kulturą.
To właśnie po to są podróże, aby móc poznać nieznane. Wole nie jechać na wakacje niż siedzieć z opaską na ręce w basenie hotelowym z darmowymi drinkami i jedzeniem. To nie dla mnie!
Dlatego moja podróż będzie nieco inna niż ta, którą widzimy w folderach reklamowych.
Przeczytałam mnóstwo książek o podróżach. O ludziach dla których podróże to coś więcej niż wakacje. Bywa, że ostateczna i całkowita zmiana miejsca zamieszkania i trybu życia. Spełnienie marzeń.
Prawdziwe podróżowanie bez ochów i achów, które jest jeszcze bardziej kolorowe i ekscytujące.
Dlatego do tej wakacyjnej przygody przygotowywaliśmy się kilka miesięcy wcześniej. Zaczynając od wyboru miejsca, a kończąc na zamówieniu biletów i wynajęciu mieszkania.
Postawiliśmy na Maltę. Dlaczego? Z kilku powodów.
Pierwszy? Z polecenia znajomych osób.
Kolejne? Lot z Krakowa na Maltę liniami Ryanair jest bezpośredni w każdą sobotę.
Dodatkowo na Malcie językiem urzędowym, prócz ojczystego maltańskiego jest angielski. Czyli łatwa komunikacja.
Pyszne jedzenie, dobre wino, ryby, owoce morza. Czy można chcieć czegoś więcej?

Jeszcze przed wyjazdem zakupiłam dwa przewodniki, uruchomiłam komputer i zaczęłam szukać informacji, które przydały mi się na miejscu.
I chociaż jest wielu podróżników, którzy nie rezerwują mieszkań na swoje podróże, my jadąc z dziećmi musieliśmy mieć pewność, że nie będziemy spać na ulicy.
Zarezerwowaliśmy lot dla całej rodziny i czekaliśmy na termin naszego wyjazdu. Czekaliśmy wyjątkowo długo, gdyż termin ostatnich 2ch tygodni sierpnia nigdy tak bardzo nam się nie dłużył. Wszyscy wracali opaleni z nad morza, wycieczek itp., a my czekaliśmy...
To był mój i dzieci pierwszy lot samolotem. Oj, nie pokocham latania. Średnie uczucie. Guma do żucia się przydała, miejsce przy oknie pozwoliło wierzyć, że widzę ziemię ;). Ale żeby nie było tak bardzo źle ruszanie samolotu zanim się wzbije to dla mnie frajda. No, ale wróćmy do Malty.
Wylądowaliśmy. Na miejscu czekał na nas Adriano, który przywitał nas na lotnisku z karteczką widzianą wcześniej tylko w amerykańskich filmach.
Podeszliśmy do samochodu jak zwykle. Jakież było zdziwienie naszego kierowcy, kiedy mój mąż chciał zasiąść na miejscu kierowcy. Szybko przypomniało nam się, że przecież to nie ta strona. Kierownica po prawej! Zatem zapraszamy z drugiej strony Panie Mężu.
Od razu gdy ruszyliśmy uświadomiliśmy sobie, że dobrą decyzją było nie wynajmować samochodu.
O tym jak jeżdżą maltańczycy jeszcze wam napiszę.
Mieszkanie. Dwie sypialnie, salon, jadalnia, kuchnia i łazienka. Na 3cim piętrze z windą i dwoma balkonami - jeden z widokiem na morze.
W mieszkaniu przywitał nas Mauricio, który wytłumaczył nam gdzie, kiedy i o której mamy poruszać się po wyspie, aby ominąć korki. Poinformował nas i zaznaczył miejsca na mapie gdzie zjemy bezglutenową pizze, makarony i inne specjały. Kilka domów dalej mogliśmy kupić pieczony na miejscu chleb oraz świeże ryby. Niestety z chleba skorzystać nie mogliśmy jednak sklep rybny kilka razy odwiedziłam z radością.
Cierpliwie wysłuchaliśmy wszystkich zaleceń i kiedy Mauricio wyszedł ruszyliśmy do walizek po stroje kąpielowe i buty. Tym sposobem po dziesięciu minutach znaleźliśmy się w morzu. Sprawdzając temperaturę wody.
Słońce, trzydzieści cztery stopnie, uśmiechnięci ludzie, ciepłe morze i piękny widok...tak rozpoczęliśmy swoje dwutygodniowe wakacje w Bugibbie turystycznej stolicy Malty...

Na zachętę pierwszej części - Bugibba w kilku kadrach.





















cdn.

3 majcie się.
Kasia.






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój pozostawiony ślad!