poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Żegnajcie

Żegnajcie
Tymi słowami chciałabym Wam podziękować za sześć lat blogowania.
Przychodzi taki czas, że zastanawiamy się co dalej. Dzięki VFH udało mi się osiągnąć w życiu wiele sukcesów. Poznać nowych ludzi i uwierzyć w siebie. Brać udział w fantastycznych projektach. Kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem myślałam, że będzie to tylko na chwilę, a jednak trwało sześć lat i ciężko było podjąć decyzje, żeby to zakończyć. Włożyłam w bloga ogromną ilość pracy i energii. Były wzloty i upadki. Przyjaźnie rozpoczęte i zakończone. Jedno jest pewne, jak coś się kończy zaczyna się nowe. Blog VFH będzie w sieci na zawsze. Na blogu widać jak wiele przez te lata musiałam się nauczyć. (Po za tym wracam często do swoich przepisów ;)). Mało tego to mój album pamiątkowy.
Nie odchodzę daleko. Nowy adres, mała przeprowadzka. Tak jakby ulicę obok. Będziecie mogli zobaczyć mnie bez ochów i achów. Zwyczajnie, czasem w kapciach, sprawnie podczas śniadania jak przygotowuję kawę i pakuję plecaki do szkoły. Na warsztatach, które miałam okazję prowadzić mówiłam jak prosto można zorganizować swój dom, ładnie w nim mieszkać i nie latać ze szmatą 12h w ciągu doby. I to był właśnie bodziec, który popchnął mnie do zmian.
Będzie ART, będzie mój dom i jego organizacja, gadżety bez których nie mogę się obejść, pasja do szycia i mody.
Mam nadzieję, że zechcecie mnie odwiedzić w nowym miejscu i że będziecie ze mną dalej.
Zapraszam!




Kim jest Pani Krowa?

Jest mamą i żoną w tym temacie nic się nie zmieniło. Mąż dalej ten sam. Organizatorką życia domowego i tego po za nim. Jak na Panią Krowę przystało posiada wiedzę z zakresu organizacji życia codziennego czteroosobowej rodziny na diecie bezglutenowej. Może nie jest pedantką, ale wkurza ją brudna podłoga nawet z minimalną ilością zwierzęcej sierści. No bo przecież jako Krowa nie linieje. Żyje z dwoma kotami i dwoma bokserami, które od czasu do czasu sprawdzają jej wytrzymałość na stres w warunkach ekstremalnych. Na blogu chciałaby pomagać Wam w organizacji i doradzać jak możesz sobie uprościć życie prostymi czynnościami, a czasem odjazdowymi gadżetami. Szybkie, zdrowe gotowanie, dobra organizacja czasu to brzmi trochę jak science fiction, ale czym byłoby nasze życie bez wyzwań. Nie owija w bawełnę mówi, że lubi sprzątać, gotować, dekorować, szyć i organizować. Jest mizofonikiem dlatego nie ciamkajcie przy niej jak spotkacie się z nią na kawie i nie gryźcie przy niej marchewki. Taka właśnie jest Pani Krowa. 
Dziękuję za to, że tutaj byliście i zapraszam pod adres:


3 majcie się!
Kasia.



piątek, 9 lutego 2018

Pączki bezglutenowe-przepis idealny.

Pączki bezglutenowe-przepis idealny.

Pączki bezglutenowe były dla mnie zmorą od 10 lat. Z roku na rok próbowałam, ale kto chciałby rozpoczynać kolejne doświadczenia kulinarne, kiedy po kilku godzinach pracy wychodzą kamienie, albo coś przypominającego... lepiej nie będę pisać co. Twardym trzeba być nie miękkim, wiec z roku na rok próbowałam i próbuję dalej. Kupiłam nawet kilka mieszanek bezglutenowych (różnych producentów) bo myślałam, że pączki wyjdą lepsze. Będą łatwiejsze w wykonaniu. Niestety. Dlatego zaczęłam kombinować z różnymi mąkami. W zeszłym roku pączki już były smaczne, ale jeszcze czegoś im brakowało. Staram się od zawsze, aby bezglutenowe potrawy miały smak tych, które jedzą wszyscy na co dzień i nie są na diecie bezglutenowej. Możecie powiedzieć, że trochę po fakcie, ale robię to dla tych, którzy po opublikowaniu pączków na instagramie napisali do mnie i nie tylko z prośbą o przepis.
Zrozumie to na pewno ten kogo dziecko przychodząc z przedszkola zadaje pytanie: Mamuś, a co to są pączki? Albo te takie no... rogaliki?
Nie wspomnę o drożdżówkach, wafelkach i paluszkach. Stąd nasz tłusty czwartek rozpoczął się w środę, a kończy dzisiaj bo jeszcze nam trochę zostało.
Mój przepis nie wymaga mieszanek. Unikam ich jak tylko mogę. Kiedyś oglądałam program o bezglutenowych produktach. Właściciel zagranicznej firmy produkującej bezglutenowe mąki, chleby, bułki i słodycze na pytanie czy je swoje produkty odpowiedział, że stara się nie jeść bo nie są zbyt zdrowe. Świetnie! Dlatego przetworzone produkty mnie nie interesują i staram się szukać bezglutenowych, ale naturalnych zamienników. Często eksperymentuję. Skutki są różne. Raz jest super, a innym razem dramat. Nauczyłam się jednak, że w bezglutenowej kuchni porażki nie są niczym złym, ani wstydliwym. Produkty nie wykazują chęci współpracy. Nie kleją się. Są wyjątkowo miękkie i często zaskakują konsystencją.
Wpadłam kiedyś nawet na pomysł, że zajdę do kilku cukierni i poproszę, żeby ktoś dla mnie zrobił te nieszczęsne pączki. Wezmę nawet 50 sztuk tak, żebym nie musiała ich robić. Z pięciu cukierni, w których byłam żadna nie podjęła się wykonania. W tym roku widziałam w piekarniach bezglutenowych pączki, ale pieczone w piecu czy piekarniku. Hmm... nie dla mnie! Chcę pączka bardzo słodkiego i kalorycznego, smażonego. Na co dzień nie jemy białego cukru, a brązowego zużywam 500g na miesiąc, dlatego po takim tłustym czwartku szybko uda nam się zregenerować. Zbliżają się ferie spalimy!
Wróćmy do przepisu.

PĄCZKI BEZGLUTENOWE 
przepis idealny


Składniki I

500 g mąki ziemniaczanej
200 g mąki jaglanej
200 g mąki ryżowej
100 g mąki kukurydzianej
100 g cukru
2 łyżeczki cukru wanilinowego bgl lub z prawdziwą wanilią
szczypta soli
1 łyżeczka gumy guar
1 łyżeczka (płaska) bgl proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej 

Składniki II

5 żółtek
1 jajko
6 łyżek oleju
3 łyżeczki soku z cytryny (może być też ocet, spirytus lub wódka)

Składniki III
500 ml ciepłego mleka
kostka drożdży czyli 10g

Składniki IV
Mąka ziemniaczana do podsypywania.
Cukier puder do posypania.
6 kostek margaryny do smażenia.

Do misy wrzucamy składniki I dodajemy składniki II. Drożdże rozpuszczamy w 100 ml ciepłego mleka i również dodajemy do misy. Zaczynamy wyrabiać (można użyć robota) dodając stopniowo mleko. Ciasto musi być bardzo miękkie. Wskazówka: jak ciasto będzie jednolite zwilżcie dłonie i sprawdźcie czy się klei. Przy zwilżonych dłoniach powinniście ciasto bez problemu uformować w kulę.
Odstawiamy na 1,5h. Wskazówka: ja wkładam do piekarnika i włączam światełko. Wtedy czas wyrastania się skraca do 1h.

Po tym czasie wyciągamy ciasto. Najlepiej partiami, aby nie wysychało. Robimy kulki w dłoniach. Bezglutenowe ciasto ciężko rozwałkować, więc zapomnijmy o tej czynności. Aby łatwiej było formować znów można zwilżyć dłonie lub posmarować je olejem. Układamy kulki na tacce podsypaną mąką ziemniaczaną i czekamy, aż lekko wyrosną.
W tym czasie rozgrzewamy tłuszcz do 175 stopni. I tutaj ważna sprawa. Smażyłam na wszystkim, ale najlepiej pączki bezglutenowe robi się na margarynie roślinnej. Nie polecam niczego innego. Sprawdzone na tym przepisie.
Wyrośnięte pączki podważamy delikatnie łopatką i wrzucamy na olej wyrośniętą częścią do dołu. Wtedy mają ładniejszy kształt.

Idealne wychodzą z tymi wszystkimi składnikami. Jeżeli nie macie gumy guar dodajcie o 3 żółtka więcej, ale konsystencja ciasta może się odrobinę różnić i to może w ostateczności wpłynąć na efekt końcowy (np. w wyglądzie). 

I jeszcze jeden przepis.

DONATY BEZGLUTENOWE


Przepis dokładnie taki jak na pączki powyżej, ale do składników II dodajemy 250 gram białego zmielonego sera. 
Robimy kulkę w dłoniach i małym kieliszkiem spłaszczając naturalnie kulkę, wycinamy środek.
Pozostałe czynności jak z pączkami.


Wszystkie drożdżowe smakołyki najlepiej smakują w dniu wykonania. Tak też jest z bezglutenowymi, ale da się je zjeść ze smakiem również dnia następnego.

Mam nadzieję, że mój trud i moje porażki pomogą Wam stać się od razu świetnymi bezglutenowymi cukiernikami.

Dajcie znać czy się udało. Jak macie pytania piszcie na czacie insta będę pomagać.


3 mam kciuki!
Kasia.



O PORAŻKACH - DIETA BEZGLUTENOWA CZ. II. PIEROGI BEZ GLUTENU, BEZ JAJEK, BEZ LAKTOZY.



czwartek, 1 lutego 2018

KENWOOD MULTIONE KHH 326. OCENA PO PRAWIE TRZECH LATACH UŻYTKOWANIA.

KENWOOD MULTIONE KHH 326. OCENA PO PRAWIE TRZECH LATACH UŻYTKOWANIA.

Pamiętacie opinię:

KENWOOD MULTIONE KHH 326. OCENA. KONIEC Z KOMPROMISAMI!


Kenwood MULTIONE KHH 326 jest u mnie prawie trzy lata. Przez ten czas dostałam ogromną ilość maili, a nawet filmiki nagrane przez Was i pytania pod nimi. Bardzo za nie dziękuję. Nie raz dowiedziałam się od Was, że można coś dokupić lub są z czymś jakieś problemy. Osobiście starałam się zawsze odpowiedzieć na każdy komentarz i maila. Jeżeli nie otrzymaliście odpowiedzi mail zwyczajnie nie dotarł. Dlatego zachęcam dalej do pisania komentarzy i pisania maili. 


Dzisiaj jednak chciałam skupić się na tym, jakie problemy napotkałam podczas tych trzech lat. I czy na pytanie o kolejnym zakupie, odpowiedziałabym pozytywnie.

Używam multione niemal codziennie. Podczas mojej nieobecności testowała go również moja mama, która jest nim zachwycona. Jednak teraz nie o achach i ochach.
Pierwszą przeszkodą, którą napotkałam była tarcza do tarcia ziemniaków. Tyle, że tarcza uszkodziła się przy tarciu buraków. Zatem zostańmy może przy plackach ziemniaczanych bez dodatków.
Napisałam do kenwooda. Otrzymałam odpowiedź, że mogę taką tarczę dokupić. Będzie to kosztowało 23,92 zł brutto plus przesyłka 19 zł. Nie zakupiłam tarczy od razu. Postanowiłam poczekać i dokupić inne akcesoria za jednym razem, ale o tym za chwilę.



Pokrywa górna, która okrywa mechanizm blendera często podczas wysokich obrotów się zsuwa. Nie wiem jak Wam, ale mi to nie przeszkadza. Zwykle jestem obok, więc mogę ją poprawić w trakcie pracy robota. Nie pisałam do Kenwooda w tej sprawie, bo zwyczajnie mi się nie chciało. 

I tak w sumie działało wszystko bez zarzutu do czasu... .

W wakacje poluzowała mi się pokrywa osłaniająca misę. I to był ten czas, kiedy postanowiłam zamówić więcej części. Napisałam do Kenwooda i otrzymałam maila ze zdjęciami i cenami poszczególnych akcesoriów. Chciałam dokupić:

Młynek za 89,33 zł brutto.
Tarcza za 23,92 zł brutto.
Osłona za 19,67 zł brutto.
Czas oczekiwania trzy tygodnie i przesyłka 19 zł kurier.

Zamówiłam wszystko w listopadzie 2017 i po tygodniu przesyłka była już u mnie. 

Niestety przed świętami (dosłownie 7 dni przed Wigilią) mój robot zarzęził jak traktor i tak zakończyły się moje przygotowania do świąt. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Miałam naprawdę czarne myśli. Zastanawiałam się nawet przez chwilę nad zakupem jakiegoś taniego blendera tylko po to, żeby przetrwać czas naprawy. 
Na szczęście serwis w Krakowie spisał się na medal. Robota zawiozłam w poniedziałek i w środę był do odbioru. 
Mój robot jest już dawno po gwarancji. Koszt naprawy wyniósł mnie 190 zł. Zepsuła się przekładnia biegów.
Czyli w ciągu ostatnich 3 miesięcy dokupiłam akcesoria za ok 150 zł i 190 zł kosztowała mnie naprawa.

Po wymianie okrywy misy mój robot znów wygląda jak nowy. Pomijając wyłamane mocowanie, po dwóch latach okrywa zrobiła się matowa. Dlatego tym bardziej cieszę się z jej wymiany.

To tyle przygód. 




A! Jeszcze młynek. No cóż wiele rzeczy, które robię w młynku, byłam i jestem w stanie zrobić w blenderze. Jednak orzechy, płatki owsiane, namoczone daktyle czy rodzynki mielą się lepiej.
Niestety nie zgodzę się z możliwością mielenia kawy. Kawa nie mieli się dobrze. Jest zmielona za grubo. No chyba, że używacie kawiarek to tak. Wtedy od biedy się nada.
Fajne jest również to, że spokojnie możecie zrobić swój cukier puder. Jednak w komentarzu od jednej czytelniczki przeczytacie, że robi to w blenderze. Zatem czy aby na pewno taki młynek jest potrzebny musicie odpowiedzieć sobie sami. 
Do wykonania pudru z suszonych owoców takich jak maliny, borówki, ostrężyny czy pudru z suszonych grzybów jest świetny. W blenderze kielichowym trzeba to robić na kilka razy potrząsając dzbankiem. Tutaj nie ma tego problemu.

I teraz pytanie, które zadajecie sobie od początku tego wpisu: czy kupiłabym KENWOODA MULTIONE KHH 326 jeszcze raz?
Powiem krótko - Tak!
Pomimo naprawy i wymiany części jestem bardzo zadowolona. Po kilku dniach bez robota jeszcze bardziej doceniam jego obecność w mojej kuchni. 
Twierdzę, że naprawy nie były związane z wadami technicznymi, a bardziej użytkowaniem robota. Dlatego przyjmuję na klatę to, że musiałam go naprawić. Każdy pewnie wolałby mieć coś do końca świata i jeszcze dłużej, jednak to robot, który pracuje i zwyczajnie się zużywa.


Dodam jeszcze, że uwielbiam Multione za chipsy z warzyw. Musiałam o tym napisać. Tarczami do szatkowania w pięć sekund zrobicie chipsy z ziemniaków, buraków i marchewki.
Przepis?
CHIPSY WARZYWNE 

Poszatkowane warzywa polewam w misce olejem rzepakowym i dodaję sól. Naolejowane układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Piekę 35 minut w 220 stopniach. Gotowe.
Na to jajo z wody. Smacznego!


Jeżeli planujecie zakup robota i jesteście ciekawi komentarzy innych osób, odsyłam do samej opinii Multione link poniżej. 

3 majcie się.

Kasia.

KENWOOD MULTIONE KHH 326. OCENA. KONIEC Z KOMPROMISAMI!



poniedziałek, 29 stycznia 2018

Czy spacer w Krakowie może nam zaszkodzić?

Czy spacer w Krakowie może nam zaszkodzić?


W czwartek i piątek przeżyliśmy chyba największe stężenie pyłów w tym sezonie. Wydawać by się mogło, że przejście 200 metrów z samochodu do szkoły i z powrotem (bez masek) nie wpłynie na nasze zdrowie. Już w drodze powrotnej do domu widziałam po mojej Oli, że będzie źle. Całą drogę narzekała, że piecze ją gardło i oczy. Wiedziałam już wtedy, że odczujemy skutki smogu w najbliższym czasie.
W zeszłym roku słyszałam wypowiedź lekarza laryngologa, że po przyjściu do domu, w dni gdzie stężenie pyłów jest powyżej norm, powinniśmy pamiętać o higienie górnych dróg oddechowych.
Podał kilka zasad:
  • Umyć ręce i twarz.
  • Przepłukać solą fizjologiczną oczy, nos i gardło.
  • Zmienić odzież.
Pomyślałam wtedy, że może i to ma sens, ale kto ma na to czas? Po za tym to jakiś absurd. Jednak kiedy w piątek nawet ja odczuwałam zawroty głowy i pieczenie w gardle, przypomniałam sobie, co mówił wtedy ten lekarz w radio.


Mam problemy z zatokami, zawsze w domu mam zestaw Respimer Netiflow klik do płukania nosa i zatok. (Kupicie go w aptece internetowej lub stacjonarnej. Saszetki respimer lub fixin - polecam.) Po przepłukaniu mogę wam tylko powiedzieć, że to czego nie zatrzyma filtr w masce, rzeczywiście jest w waszym nosie! Czarna sadza. 
Jest wiele osób, które nie noszą masek. Nie chcą, albo uważają, że nie potrzeba, że wygląda to przerażająco, ale czy cała ta sytuacja nie jest przerażająca? Dzisiaj jest wietrzny dzień, ale my już leżymy i walczymy z kaszlem i infekcją górnych dróg oddechowych.
Doszłam do tego etapu, że nie chce żyć w Krakowie i na jego obrzeżach. Nie chce żyć w kraju, który mnie truje!
Ach...
Dzięki Wam dowiaduję się o różnych sposobów, które wykorzystujecie w walce ze smogiem. Dziękuję za komentarze i maile. Nie wiedziałam, że są antysmogowe siatki do okien. WOW!
Wolałabym nie kupować oczyszczaczy powietrza, masek antysmogowych i innych akcesoriów. Tak to chore! Myśleć o kolejnych zakupach. Ale to rzeczywistość, z którą niestety przyszło nam się zmierzyć!

Dla poprawy nastroju posta powiem Wam, że kiedy idę w masce w małej podkrakowskiej wsi, gdzie mieszkamy (myśleliśmy, że poza miastem będzie się lepiej żyło, będzie lepsze powietrze) nie ma osoby, która nie zawiesiłaby na mnie wzroku. I chyba to jest sposób na to, aby sąsiad, który palił śmieci, trochę się przestraszył. Aby mój wygląd w masce go nie zachwycał i jego wnuków też. Zatem maski w dłonie moi drodzy :D. Przykro, że tylko metoda szokowa działa na tych ludzi.

A teraz pytanie:
Wierzycie w moc cebuli? Ja bardzo. 
Dlatego jak na cebulaka przystało, dzisiaj sposób na syrop z cebuli.


Syrop z cebuli na przeziębienie i nie tylko.

Trzy cebule poszatkować, włożyć do słoika i zasypać cukrem. Odstawić na minimum 5 godzin. Cebula puści sok. Można go pić co godzinę. Świetny sposób na kaszel, katar i gorączkę. Jak macie miód możecie użyć go zamiast cukru.

Dodatkowo na oczyszczenie gardła, odkrycie mojej mamy.
Tabletki Emskie z Wadowic - zamiast płukanki z soli.

Nasz oczyszczacz, o którym pisałam tutaj klik od czwartku do wczoraj chodził 24h na dobę. Był czas, że po otwarciu drzwi i wypuszczeniu psów, włączał tryb maks. Kraków i okolice były na mapach w kolorze bordowym. Utwierdzam się w przekonaniu, że to był świetny zakup. Wiem już dzisiaj, że znacząco wpłynie na jakość naszego życia i zdrowia.

Walczymy! Mam nadzieje, że damy radę.

3 majcie się!

Kasia.

WALKA ZE SMOGIEM! SMOG I PROBLEMY Z TYM ZWIĄZANE OKIEM MIESZKAŃCA.



czwartek, 25 stycznia 2018

Walka ze smogiem! Smog i problemy z tym związane okiem mieszkańca.

Walka ze smogiem! Smog i problemy z tym związane okiem mieszkańca.
Po tylu publikacjach, akcjach i alertach, każdy z nas widzi, co dzieje się w powietrzu.
Nienawidzę zimy! To nie jest moja ulubiona pora roku. Do tego jeszcze, od kilku lat poziom zanieczyszczenia powietrza, w tym okresie wzrasta lawinowo. Mam okazję obserwować jak sąsiedzi, świeżo upieczeni dziadkowie przywożą, nowonarodzonego wnuka, aby zamieszkał w wyremontowanym apartamencie na pierwszym piętrze i Ci sami dziadkowie wieczorem palą w piecu czymś dla mnie bliżej nie określonym. Dym jest żółty, fioletowy i drapie w gardle niemiłosiernie.
Nie znam domu, w którym w kotłowni nie byłoby dymu podczas palenia. Przecież to co wychodzi z komina Ci ludzie mają również w domu. Zatem Ci kochający dziadkowie trują swojego wnuka od pierwszych dni jego życia, paląc plastik i gumę. Pomimo alertów, uświadamiania, pisania  artykułów w lokalnych gazetach Ci ludzie są bezkarni i nic sobie z tego nie robią. Mało tego nieświadomie niszczą zdrowie swoich bliskich. Dlaczego? Nie wiem. Może sąsiad to znajomy strażak lub policjant, który ma skrupuły wydać wysoki mandat na swojego kolegę? Może nikt nie zgłosił tego typu postępowania pomimo strony internetowej gdzie anonimowo można to zrobić? Bo niby dlaczego ja mam zgłaszać? Przecież to nie ja palę takie rzeczy w piecu! I tak trochę w tym wszystkim jesteśmy w "d".
Nigdy nie przypuszczałam, że na pytanie moich dzieci " Mamuś czy możemy iść pozjeżdżać na sankach?" będę musiała powiedzieć "Nie!" i to bynajmniej nie z powodu nieodrobionych lekcji, a zanieczyszczonego powietrza. Nie sądziłam, że przed każdym wyjściem będę sprawdzać jakość powietrza i zastanawiała się czy dzisiaj mam założyć maskę? Ktoś mógłby powiedzieć, że przesadzam, że jakaś nawiedzona wariatka antysmogowa, że pewnie chce jeszcze na tym zarobić. Otóż nie! W ciągu ostatnich 2ch lat mieszkając pod Krakowem zachorowałam na zapalenie płuc i krztusiec. Moja najmłodsza córka przez 6 ostatnich lat miała ciągle kaszel niewiadomego pochodzenia. Można mnie nazywać wariatką, ale jeżeli to miałoby przyczynić się do zwiększenia jakości powietrza, a co za tym idzie mojego życia to proszę bardzo.

Regeneracja po tych chorobach trwała bardzo długo. Po krztuśćcu lekarz oznajmił mi, że aby zregenerować płuca do stanu sprzed choroby musiałabym na trzy miesiące wyjechać w Alpy. Zatem powodzenia. I tutaj zaczyna się myślenie o tym co zrobić, aby uzyskać jak najlepsze rezultaty poprawy jakości powietrza w domu i w swoim otoczeniu.
W zeszłym roku nakręciłam się na kwiaty w mieszkaniu i o dziwo to działa (post klik). Powietrze jest zupełnie inne i da się to odczuć. Mało tego wszystkie moje rośliny mają się świetnie i rosną jak szalone .
Niestety przy trzyktotnie przekroczonej normie smogowej same sobie nie poradzą.
Zatem co robić?

  • Maski - na każdym kroku słyszymy o maskach. Tak! Jest to rozwiązanie doraźne i myślę, że skuteczne. Powinniśmy jednak wybierać te z naturalnych włókien, a nie designerskie neoprenowe i podobne. No chyba, że neopren jest certyfikowany, a o taki bardzo trudno (wiem bo zajmuję się szyciem, próbowałam kupić z certyfikatem - brak). Dlatego lepiej osłonić bawełnianą maskę z filtrem przeciwpyłowym certyfikowaną, bawełnianą kolorową osłoną. Gazeta Krakowska w temacie masek poszła nawet o krok dalej i proponuje uszyć maseczkę samemu. Zobaczcie tutaj klik. Maszyny w dłonie...
  • Wyłączamy kominki! Syndrom wicia gniazda przy kominku miałam 12 lat temu i szybko mi przeszło. Nie palimy od dawna. W tym roku w kominku paliło się światło z Betlejem w święta i nic po za tym. Wszystko czym palicie znajdzie się w waszym domu. Zatem STOP KOMINKOM.
  • Piec. Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że posiadamy kondensacyjny piec gazowy. Nie trujemy, ani siebie, ani innych. W gminach są dofinansowania, które mają na celu zachęcić mieszkańców do wymiany starych pieców. Dowiedzcie się jeżeli jesteście zainteresowani, bo warto. I pamiętajcie nie dla gminy, nie dla sąsiada, a dla własnego zdrowia.
To chyba takie podstawy natomiast teraz będzie grubo ;D.

  • Oczyszczacz. AAA... Tak! Oczyszczacz powietrza! Do wewnątrz. Jaki mamy i co się zmieniło odkąd jest u nas w domu poniżej.
  • Oczyszczacz do samochodu. Niestety jeszcze nie mamy, ale kolejny sezon planujemy już mieć.
Zatem oczyszczacz tak? Można powiedzieć, że jesteśmy w fazie testów bo mamy go od miesiąca, ale nie możemy powiedzieć, że tego nie odczuwamy. Kiedy wchodzimy do domu czujemy świeże powietrze. To nie do pomyślenia. Dzisiaj wychodząc z domu nie drapało mnie w gardle i okazało się, że powietrze jest bardzo dobre (aż dziwne). Jednak wczoraj, kiedy wyszłam odśnieżać samochód już wiedziałam, że jest bardzo źle. Drapanie w gardle, pieczenie oczu itp. Sprawdziłam. Norma przekroczona trzykrotnie. Nie wierzyłam w historie, że da się to odczuć po tygodniu, a jednak! Zwracam honor wszystkim takim wpisom.
Jaki oczyszczacz mamy? 
XIAOMI Air Purifier 2

Nie będę się rozpisywać na temat specyfikacji technicznych, gdyż po pierwsze zajmuje się tym mój mąż, a po drugie poniżej przedstawiam kilka linków wartych odwiedzenia.
Oczyszczacz XIAOMI Air Purifier 2 recenzja klik. Można nim sterować za pomocą aplikacji w telefonie, nawet poza domem. Brawo dla Xiaomi :).
Myślę również, że ładnie się prezentuje, co możecie zobaczyć na zdjęciach.






Na koniec powiem jeszcze, że jeżeli chodzi o zakupy Xiaomi to nie poprzestaliśmy na oczyszczaczu. Dodatkowo do sypialni kupiliśmy jeszcze nawilżacz powietrza. I tutaj również muszę się przyznać, że jest to bardzo odczuwalna zmiana. Nawilżacz niszczy 98% bakterii tworząc w pomieszczeniu odpowiednią wilgotność, która wirusom i bakteriom zdecydowanie nie odpowiada. Jak macie małe dzieci tym bardziej polecam. Jak chcecie mieć piękną cerę - polecam ;). Jak chcecie się w końcu wyspać - polecam!

Nawilżacz Xiaomi




Myślimy jeszcze w przyszłości o jednym oczyszczaczu i co najmniej 2ch nawilżaczach tak, aby były w każdej z sypialni. Recenzja tego nawilżacza tutaj klik.
Dodam jeszcze, że w szkole mojej Olgi każda klasa ma oczyszczacz. Brawa dla szkoły! Da się zorganizować fundusze i wdrożyć je w życie.

A Wy jak radzicie sobie ze smogiem?

3majcie się!

Kasia.

P.S. Może na ferie trzeba pojechać nad morze?
Copyright © 2016 vanillaforhome , Blogger