czwartek, 18 lipca 2019

Czy bieganie pachnie?

Czy bieganie pachnie?
Kiedyś biegałam, żeby zapomnieć. Później, żeby jeszcze bardziej zapomnieć. Żeby nie czuć. Postanowiłam nawet zdobyć ( i zdobyłam) swój pierwszy i chyba jedyny medal w życiu. Bieganie było, ale przestało być dla mnie walką samej z sobą, a stało się obcowaniem. Obcowaniem z naturą... Pisałam, że fajnie tak się zatrzymać, iść 1 km w środku treningu i poczuć jakby leciało się 3 metry nad ziemią. Zobaczyć to co dzieje się wokoło.
Kiedy tak wybiegłam dzisiaj rano poczułam zapach biegania. Wiecie, że pachnie inaczej rano i wieczorem?
Rankiem na pierwszym kilometrze czuję kołacze i drożdżówki wypiekane w pobliskiej cukierni. Kawałek dalej skoszoną świeżo trawę, która pachnie arbuzem. Przy potoku prócz dźwięków urzeka mnie zapach leśnej rosy. Nigdy wcześniej nie czułam biegania nosem. Łąki pachną suchą ziemią i słońcem, ale nie wiecie czym pachnie bieganie wieczorem? I teraz Was zaskoczę... smażonymi kotletami! Nie róbcie tego! Hehehe. To już wolę gotujący się kalafior ;)



Jak chcielibyście poczuć coś wyjątkowego, co pachnie delikatnością. Przeczytajcie "Bikini" Janusza L. Wiśniewskiego. To pierwsza książka, która wzbudziła we mnie chęć powolnego czytania i rozkoszowania się każdym słowem. Dziękuję Aniu, że o mnie dbasz...


Miłego dnia.
3 majcie się!

Kqtqrzynq
Copyright © 2016 vanillaforhome , Blogger